PokerStrategy.com Home
Home
threeofakind

My picture!

Witam!

Mamy piękne piątkowe popołudnie, a nastroje w biurze stają się coraz bardziej imprezowe. Dokładnie tak. Kiedy duża część naszej społeczności jest już na zlocie, albo właśnie tam zmierzają, na Gibie też nie próżnujemy i dzisiaj wypada akurat impreza firmowa w Alameda Gardens. Szykuje się dobra zabawa i atrakcje typu: zespół muzyczny, DJ, artyści na trapezach (sam nie wiem, czego się spodziewać) oraz pokazy żonglerów:



Chociaż prawda jest taka, że wszyscy i tak najbardziej będą zainteresowani programem "kulinarnym" Innocent

Koktajl

Wystarczy dodać do tego dobrą ekipę oraz egzotyczne otoczenie i zapowiada się bardzo fajnie ;)

Alameda Gardens

Chociaż na chwilę będę mógł zapomnieć o przyziemnych sprawach, takich jak poszukiwanie współlokatora/ki do mieszkania, co nie jest takie zabawne, gdy terminy gonią, ponieważ na przyszły tydzień mam zaplanowany powrót do Polski i na chwilkę tam przycupnę. Może jeszcze zdążę zawitać do Mielna na końcówkę sezonu ;)

A teraz trochę z innej beczki, krótkie ogłoszenia parafialne ;)

- wieść gminna niesie, że szukamy moderatora. Źródła zbliżone do oficjanych donoszą nawet, że bardzo mile widziana jest specjalizacja: PartyPoker. (Jak aplikować?)
- wielkimi krokami nadchodzą nowe odmiany! (Liczba mnoga? Jak najbardziej, nie ma tu pomyłki). Macie jakieś typy?;)
- pojawiło się kilka bardzo ciekawych ofert pracy w PokerStrategy.com, zarówno na Gibie jak i z domu. Więcej info można znaleźć tutaj.
- powoli ale równym tempem zbliża się również ku finalizacji bardzo ciekawy projekt - Trading. Co powiecie na TradingStrategy.com?:) (Dla niedowiarków - Trading Manager)

Jeszcze tylko jedna tajemnica...

Czemu w ogóle "click, click"?

A to na cześć pewnego zasłużonego rapera, którego kawałki są od lat wykorzystywane na miliony sposobów, mimo że on sam już nie może tego usłyszeć:


Pozdro!


My picture!

Siema!

Niestety ostatnio najpierw trochę przychorowałem i zamuliłem, sorki :) ... zbyt intensywnie siłka (o której już coś miało być) + niedosypianie przez nocne MTT + czasami niektórzy nie szanują zdrowia i ustawią klimę dla całego biura na temperaturę znośną tylko dla Sub-Zero i tak to się kończy. Ale nazwijmy to strategicznym roztrenowaniem ;) i'm back

Aktualności

- Poker? Przy takim natłoku promocji ze strony roomów zastanawiałem się przez dłuższą chwilę nad powrotem na iPoker i przesiadką na masowy grind SNG turbo - co już w przeszłości się sprawdziło, a może i super turbo śladami Qsypala, ot masówka w dużej mierze pod RB, ale naprawdę wolałbym już zostać przy MTT, więc chwilowo szukam jakichś sensownych turków na wielu różnych roomach. Punkt ciężkości przeniosłem też bardziej w stron czegoś regularnego, czyli SNG MTT, i od wczoraj Starsowe 180tki turbo w wersji 8 $ i 15 . O dziwo zapełniają się one rewelacyjnie szybko, więc obok MTT na pewno będę się trzymał tej opcji.
- Na Gibie są już od kilku dobrych dni nasi trenerzy oraz mivosh84, a spisanie wszystkiego, co się działo i tego, co jeszcze nastąpi, trochę zajmie, więc muszę chyba podkręcić tempo na blogu... albo może pierw jakiekolwiek złapać :D A co takiego nastąpi? Cóż, żeby daleko nie szukać, dzisiaj o północy pakujemy się w limuzynę i uderzamy na imprezę do eksluzywnego klubu w Marbelli. Słabo? :)
-W ostatnim podcaście ukazał się ciekawy wywiad, który przeprowadziłem z Saphealem na pełnym spontanie. Bez cięć, bez próby generalnej (lub jakiejkolwiek innej), a wyszło chyba znacznie ciekawiej, niż gdyby takowe były. No cóż, wszelki trening mi się przyda... ponieważ...
-Odpaliliśmy już chyba dwa i pół miliona promocji w związku z Pokerowym Festiwalem w Pardubicach i bardzo mnie raduje zainteresowanie, jakim się cieszą ;) Chciałbym przy tej okazji pozdrowić ekipę moderatorów, którzy to znacząco przyczynili się do realizacji wielu pomysłów Wink A skoro już wspomniałem o Festiwalu, wywiadach, itp., to czas na ujawnienie małej niespodzianki, otóż na Festiwalu pojawię się osobiście i mam nadzieję, że poznam wielu z Was, a dla wszystkich pozostałych, którzy będą dopingować naszą ekipę z domowego zacisza, przeprowadzę jak najlepszą relację z samego centrum wydarzeń. Tak więc pamiętajcie, widzimy się 23-31 lipca w Pardubicach! ;)

Cytat dnia

 (Anonimowy współlokator skitrał kiedyś rolkę na chacie, a dziś, podczas gorączkowego poszukiwania, ku wielcej uciesze ją odnalazł)

- Anonimowy współlokator: "I to jest radość w życiu!"

Cytat na dobry powrót do regularnego blogowania ;)

"Nawet gdy wszyscy już w ciebie zwątpili, pokaż że się mylili, nie czekaj ani chwili dłużej!"



Ale jak było w Maroku?

Nie wiem, nie byłem :P Zaraz, ale jak to? No dobra, to może po kolei:) Po ciężkim poranku okazało się, że plan pobudki o 7 rano i szybkiego ruszenia w trasę spalił na panewce. Cóż, przynajmniej Grzesiowi, który po cichu liczył, że nie wyruszymy, podobał się taki obrót sprawy. Ale co się odwlecze, to nie uciecze, i mimo drobnego opóźnienia, już o 12:30 grzaliśmy miejscaw autobusie sunącym do Algeciras, gdzie mieliśmy wbić się na prom. Chwilę później miałem okazję błysnąć swoim łamanym hiszpańskim, pytając o drogę do portu, a na moje szczęście odpowiedź "w prawo i cały czas prosto" dało się zrozumieć ;) Jacek w międzyczasie podzielił się wiedzą zasłyszaną od innych znajomych, którzy postawili już kiedyś stopę na marokańskiej ziem, i uczulił nas na wszelkie próby oszustw oraz popularną, płatną usługę "przepisywania paszportu" na przystani dla promów. Dlatego też odpowiednia doza nieufności okazała się dobrym parasolem ochronnym, aby ustrzec się przed naciągaczami, którzy próbowali sprzedać nam kit, że bilety na prom można dostać przypadkiem wyłącznie u ich znajomych po drugiej stronie ulicy, a wszelkie próby zbliżenia się do terminala dla promów bez biletu skończą się aresztowaniem przez policję. Jakże ten miły człowiek musiał się zdziwić, gdy w odpowiedzi usłyszał tylko: "Cool story bro!" ;) Nie było większego zaskoczenia i w samym terminalu można było po prostu kupić bilet u samego przewoźnika, gdzie człowiek był pewien, że dostaje to, za co płaci. Tam jednak nastąpiło inne brutalne zderzenie z rzeczywistością - otóż z Algeciras do Tangeru dostaniemy się owszem promem, ale z Tarify, do której znów trzeba dojechać busem. Zaraz, a te wszystkie zapewnienia znajomych, którzy wspominali trasę Algeciras-Tanger? Ot zapomnieli dodać tylko jeden mały szczegół. Dla porównania:

- Tanger
- Tanger-Med - ot duży port, ale bynajmniej nic ciekawego

Dodatkowy odcinek busem nikogo nie rozbawił, a nie chcieliśmy też wylądować tam na noc, więc szukając rozwiązania, zainteresowała mnie jedyna inna opcja dostępna z Algeciras, a mianowicie "Ceuta". Ale co to takiego? Spodziewałem się, że jedyne, gdzie można stąd dotrzeć promem, to Maroko. Jakież było moje zdziwienie, gdy znajomy wmawiał mi, iż jest jakaś "Hiszpania w Afryce". Z początku nie wierzyłem, ale cóż, faktem jest, że człowiek uczy się przez całe życie:

Ceuta - hiszpańska jednostka administracyjna, miasto i twierdza położone na afrykańskim cyplu tworzącym Cieśninę Gibraltarską, niemal naprzeciw Gibraltaru. Jest eksklawą na terytorium Maroka. Surprised

Brzmiało dostatecznie egzotycznie, aby spróbować, oraz generalnie przypadła nam do gustu opcja wizyty w Afryce... w wersji soft :P Z braku jakichkolwiek opinii i większej wiedzy o tym miejscu, stwierdziliśmy, że zobaczymy sami. Czy było warto? Cóż, byliśmy tam raptę kilka godzin, w niedzielę, gdy prawie wszystko było zamknięte, ale mi ta miejscówka spodobała się od razu. Małą próbkę zamieszczam w galerii oraz poniżej:


I tym optymistycznym akcentem zakończymy ;)

Pozdrowienia
 

- dla kołczów i Miłosza!
- dla mojego anonimowego współlokatora
- dla wszystkich, którzy przymierzają się do wyjazdu na Festiwal w Pardubicach - naprawdę warto!
- oraz dla Ciebie, drogi Czytelniku! Do następnego wpisu! :)

this is madavaster signing off


My picture!

Siema!

Jeśli ktoś liczył, że po dwóch update'ach szybko stracę zapał, to przygotowałem niespodziankę ;)

Aktualności

Podróże po Gibie i Afryce się skończyły, czas wrócić do codziennych obowiązków. A dzisiaj trzeba przyznać był dzień pełen wrażeń, z kulminacją w postaci pojawienia się nowego roomu w naszej ofercie - Poker770 - oraz grubej promocji wakacyjnej - iPad2 Hunting. Oznaczało to również kupę pracy, ale staram się dotrzymać terminu, bo mówiłem u updacie w najbliższych dniach :) Btw, kto był na treningu u Leszka? (No poza pyszalkiem, bo obstawiam, że on się pojawił ;D) Jak było? Ja bardzo chciałem wpaść, ale nie mogłem też odpuścić siłki :( Ehh ten chroniczny brak czasu :)

Krótki cytat dnia

Anonim: Czy Paco Torres to nie ojciec tego piłkarza?      (kontekst: news )

Cytat sezonu

Salyk: Wpadłem na NL400 zakosić blinda... i wtopiłem stacka :O

Fotorelacja z Giba

W sumie nie miałem wcześniej dobrego powodu aby poginać na sam koniec Giba, więc kiedy moi znajomi w końcu pojawili się na rejonie w sobotni wieczór i od razu wyskoczyli z pomysłem, że uderzamy na Europa Point, nie zastanawiałem się zbyt długo, i kilka minut potem sunęliśmy taksą na prędkości przelotowej mając morze z prawej i górę z lewej. Przypominaliśmy nieco japońskich turystów, ale przynajmniej jest z tego trochę zdjęć;) Na południu mamy full zestaw, tzn.:

  • meczet
  • latarnię morską, do której nie da się zbliżyć - tak to jest, gdy wszystko jest dziś w rękach różnych korporacji :P
  • jakieś obserwatrorium ornitologiczne (zZzzzzz... cool story :D)
  • działa z 2giej wojny światowej obok placu zabaw dla dzieci - grunt to dobre zagospodarowanie przestrzenne
  • fortyfikacje
  • dobre widoki na morze i Afrykę

A wszystko to możecie obejrzeć w tej oto galerii. Albo w poniższym slideshow:

Sorry, że nie wrzuciłem w nim muzy, ale nie chciałem, żeby mi potem YouTube cyrki robił z uwagi na prawa autorskie. W drodze powrotnej obawiałem się, że będzie trzeba cisnąć z buta jakimiś tunelami, ale trafiliśmy akurat na autobus, co było bardzo EV+, gdyż wszystkie autobusy na Gibie są za friko, za wyjątkiem kursu nr 5, który jeździ od granicy - od razu widać, jak szanują ludzi mieszkających "po drugiej stronie", co nie pozostaje bez wzajemności. Jedni i drudzy mogliby kiedyś dorosnąć, ale coś się na to nie zapowiada. Po drodze zrobiliśmy jeszcze spustoszenie w biurze i grubo po północy zawitaliśmy na chacie w La Linei z silnym postanowieniem, że wstajemy z samego rana - budziki na 7:00 ... yeah, right :P W międzyczasie Grzesiu, który był trochę oporny, dał się w końcu namówić na poranny wypad do Maroka, chociaż miał masę obaw i wątpliwości, które prawie udzieliły się i innym. Czy udało się wstać i dotarliśmy tam, gdzie zamierzaliśmy? O tym już w nastepnym wpisie!

Na Casemates Square


Pozdrowienia

 

Tym razem chciałbym pozdrowić:
- wszystkich czytelników mojego bloga ;)
- ziomków, którzy odwiedzili mnie na Gibie ;)
- Salyka -bo bardzo o to prosił :P
- fanów Gry o Tron

Yo!


My picture!

Siema

Bardzo się cieszę, że spodobał się wam już pierwszy wpis;) Przez weekend dużo się działo, i pewnie nie zmieszczę wszystkiego już teraz, ale obejmę w kilku kolejnych wpisach. Nie przedłużając, do dzieła;)

Aktualności

Tych właśnie była cała masa. Zgodnie z zapowiedzią, moi znajomi przyjechali w sobotę wieczorem, i od razu uderzyliśmy taksą na południe Giba, a konkretnie aż na Europa Point, gdzie znajomi zaczęli robić porządny użytek z aparatów, ale ponieważ zapodadzą mi fotki dopiero po powrocie do Polski (mój lapek nie chciał czytać karty SD, tylko zaproponował jej sformatowanie - chyba słaba opcjaUndecided, gdy ma się na niej setki zdjęć, więc nie skorzystaliśmy :P ), to fotorelację zmieszczę w dwóch dniach zaczynając jutro wieczorem lub od środy.

Krótki cytat dnia

Sapheal: Ja się wcale nie tiltuję, ALE ...

No więc jak skosić te 5000 $ bez kiwnięcia palcem?

Cóż, można wprawdzie stać na ulicy i kiwać czymś innym, ale lepsza opcja to chyba ruszyć głową i skorzystać z prostej okazj, która jest na wyciągniecię ręki, a mianowicie promocja 5k$ za polecenie pracownika na PokerStrategy.com. Tak się akurat złożyło, że byłem w marcu na wymianie studenckiej w Madrycie (taki program ATHENS dla uczelni technicznych, krótki wyjazd, w stylu ~6-8 dni, a można poznać masę ludzi, pobawić się, a na koniec zgarnąć jakiś kolorowy certyfikat, którym można się np. pochwalić w CV i wciskać kity na rozmowach kwalifikacyjnych jakie to było kształcące itp. :D - HRy lubią takie stuffy, a CV lepiej wygląda z konkretnym wypunktowaniami niż z wpisami w stylu "doświadczenie - pracowałem w firmie ojca. umiejętności - miłe usposobienie, złota rączka"). Ale co ma wspólnego jakaś wymiana w Madrycie z pracą na Gibie? Ano tyle, że poznałem m.in. kilka osób z Czech, do tego wystarczyło skojarzyć np. po blogu Cornie4Ever, że powstaje czeska społeczność, a w zakładce /jobs jest cała masa ofert dla Czechów, i tak oto poleciłem raptem 1 osobą... ale jak widać mam 100% skuteczność, bo Hucas (takim przynajmniej nickiem się posługuje), zaczął już pracę od czerwca, a ostatnio udzielił wywiadu dla czeskiej społeczności. Ale co najważniejsze, nasz skład na Gibie został wzmocniony przez mega spoko gościa i jestem dumny, że mogłem się do tego przyczynić :) A teraz... poluję na japońskich CMów - przecież na pewno znajdzie się ktoś rozsądny, kto wolałby pracować pracować w fajnej atmosferze południu Hiszpanii, niż ciupać w Starcrafta, mam rację ? :D Z promocji tej może skorzystać każdy, więc jeżeli macie znajomych, również, albo zwłaszcza z Polski, którzy szukają pracą, a będą w stanie znieść obecność Kuby w tym samym budynku, to możecie pomóc sobie oraz im za jednym zamachem = profit.


"Dobra" łupanka dnia zanim przejdziemy dalej

 Znajomy błysnął tym kawałkiem dzisiaj na Facebooku. Generalnie nie bawi mnie taka muza, ale słucham już 20ty raz i jeszcze mi się nie znudziło :O




To czym zajmuje się madavaster, kiedy nie ma go na forum?

Jeżeli akurat nie spożywam posiłków w naszej rewelacyjnej stołówce (jak widać na poniższych rysunkach, mamy szerokie możliwości jeśli chodzi o ułożenie sensownej diety :D):

Stołówka

lub nie uczestniczę akurat w merytorycznej dyskusji w temacie Hot or Not, to albo filtruję i rozdzielam dziesiątki newsów, bądź planuję prace nad bardziej długoterminowymi tłumaczeniami. Istnieje też szansa, że uczestniczę w ciekawych szkoleniach, albo też słucham osób, od których nie ma opcji, abym się czegoś nauczył :) Czasami uderzam też głową w ścianę i czekam aż wyskoczy ciekawy pomysł na to, jak wspomóc Mastermixusa w walce z agresywnym Szwedem, jak odpicować naszą drużynę, która rusza na podbój krakowskiego turnieju dla studentów, albo jaką ciekawą promocję wymyślić na lato, np. "R..... a nie, czekajcie, o tym już niedługo w newsie :) A to wszystko i tak wąski wycinek codziennych zadań.

A teraz

Zawijam się na siłkę (o której też już niedługo), gdzie mam nadzieję wpadnie też właśnie 'Hucas' (a tak naprawdę mój imiennik) i skołuje mi Grę o Tron s01e10 ! Jestem pewien, że finał sezonu jest epicki i już mnie skręca, że jest "gdzieś tam" dostępny, a ja go nie mogę go sobie pobrać i obejrzeć. Znowu winny jest brak neta na chacie, a i łącze w firmie nie służy do takich celów:P Pozdro, i do następnego wpisu (mam nadzieję już jutro). A MTT? Czuję, że strzelę porządną sesję dopiero w czwartek przy okazji Ligi Ladbrokes, ale za to posiedzę od 6 wieczorem...do 6 rano :P Bez 4cyfrowego wyniku nie wracam na chatę :O Yo!


My picture!

Siema!

Bardzo miło mi powitać Was u mnie na blogu;) Wiem, że nie wyszedł wprawdzie za szybko, ale spoko, nadrobię zaległości ;)
Jeśli ktoś przegapił wywiad z moją skromną osobą i chciałby się dowiedzieć czegoś więcej, to można go znaleźć tutaj.

Co znajdziecie w tym blogu?

- różne ciekawostki ze świata pokerowego, z głównej kwatery PS, oraz generalnie z Giba i Hiszpanii
- historie z cyklu: Madavaster & Sapheal , trying to make good livin'
- co robi madavaster cały dzień w robocie, jak nie ma go na forum?
- moje przygody z MTT
- odpowiedzi, na prawie wszystkie pytania, które będziecie chcieli mi zadać
- dobrę dietę i trening na masę :D  (pozdro majster)


Aktualności

Wbijamy z saphealem do roboty po 10 (elastyczne godziny pracy, sweet ! ... ale 9 h...fml :P) i małe deja vu... tak jakbyśmy byli tu jeszcze kilka godzin wcześniej :O A no tak, to właśnie uroki mieszkania w Hiszpanii. Netu na chacie ni ma, i trzeba grindować po nocy w robocie;) Potem tak to się kończy... "walk of shame" przez lotnisko o 5:30 ... 30 minut z buta akurat na przemyślenie każdego głupio rozegranego spota oraz dobre, jeszcze świeże analizy. Niestety takie sesyjki MTT bywają trochę męczące i prawdę powiedziawszy przez pierwszy miesiąc chyba ani razu nie zagrałem w poksa (sic!) - no może poza jedną wizytą w Gala Casino (ale o tym przy innej okazji :D) - a ta rozłąka z pokerem na pewno nie było dobre dla mojej gry. Do 'formy' (jeżeli kiedykolwiek jakąś miałem :P) jednak wróciłem szybciutko, a konfrontacje poglądów z naszym ekspertem od edukacji są bardzo kształcące - o ile oczywiście starczy nerwów, aby dotrwać do końca lekcji. Wczoraj mój grind połączony z komentarzem Sapheala - który zaliczył taki "mega dzień" na NL od 200 do 1k, że był nadzwyczaj chętny  - szybko zwrócił uwagę innych dwóch nocnych marków w naszym biurze, i w efekcie ostatnie deepy oraz taki spontaniczny kołczing trwał do wczesnych godzin porannych i nikt się nie wyłamał. Btw, gdyby ktoś miał wątpliwości, to świetny gracz cashowy naprawdę może nauczyć MTTowców kilku tricków :P Generalnie nie mogę narzekać, bo private coachingi to normalnie dość droga przyjemność, na którą wprawdzie nie każdy może sobie pozwolić, ale kiedy wie, że może i ma taką potrzebę, to naprawdę mu to pomoże. U mnie jest o tyle komfortowo, że udzielam Michałowi okazjonalnych kołczingów z zakresu zdrowego żywienia albo "jak odpalić pralkę" i jesteśmy kwita ;)


Maroko

Szybko ten czas leci, i jak sprawdziłem w kalendarzu, to już jutro wypada dzień, kiedy powinno mnie odwiedzić dwóch znajomych z Wawy. Będzie trzeba im coś pokazać na Gibie, a w niedzielę mamy świetny plan - wbitka na prom do Tangeru, a później no cóż, pozostaje już tylko się modlić, że wrócimy cali :D Jeśli uda się zrobić jakieś fotki, a aparat się nie zapiaszczy ani nie będziemy musieli go sprzedać za bilet powrotny do domu, to postaram się coś wrzucić i streścić, co tam zobaczyliśmy.


Czy myślę o Polsce i tęsknię za ojczyzną?

Raczej, nie inaczej :) Chociaż wyczyny rządzących i niektórych antybohaterów życia publicznego wołają o pomstę do nieba, to jednak nigdy nie zapomnę, gdzie się wychowałem, i już nie mogę się doczekać, gdy wrócę na jakieś krótsze lub dłuższe wakacje i znów się zobaczę z rodziną i przyjaciółmi. A myśl o ewentualnej wizycie na zlocie nakręca mnie do działania każdego dnia!

Od razu przypomniał mi się kawałek genialnego rapera:





A co w następnych wpisach?

- jak skosić 5k$ bez kiwnięcia palcem
- relacja z Maroka
- grube jointy
- mam nadzieję jakiś shipnięty MTT
- jeśli zapodacie jakieś fajne pytanie, to chętnie odpowiem


Czas na pozdrowienia?

Pozdrawiam wszystkich, którzy dotarli do tego miejsca;)
A w tym odcinku specjalne pozdro dla:
- wszystkich uczestników Ligi Ladbrokes - spokojnie, nie musicie wyrabiać paszportu, jeszcze skoszę ten pakiet :P
- Asi, która swoim towarzystwem umila mi ostatnią godzinkę w pracy :)
- moich ziomów, z którymi do niedawna mieszkałem w WuWuA - do zobaczenia wkrótce!

Na bogato!

 


My picture!

Siemanko wszystkim.

 Znowu trochę zawiało nudą od naszego bloga, ale jest to związane jedynie i zawsze z tym samym - brakiem czasu :) Pokaże wam co się u nas ostatnio działo.

Pracownik w dokach spawał ogromny zbiornik z ropą, która służy do tankowania ogromnych statków wycieczkowych. Na nieszczęście iskra spowodowała ogromny wybuch i w następstwie zapalenie się ropy w zbiorniku. Męzczyzna został bardzo mocno zraniony a dwóch innych nieco mniej. Co gorsza zaraz obok zacumowany był sławny wycieczkowiec Independence of the Seas.

 

Independence of the Seas

  Independence of the Seas

   

 
Relacja na żywo
 

Od wybuchu zbiornika zostało rannych 12 osób na statku, który na momencie opłynął od mola. Reakcja była mega szybka, a przecież nie łatwo ruszyć takiego kolosa. Pożar trwał jakieś 12 godzin. W międzyczasie zapalił się drugi zbiornik z ropą, który stał obok i było niebezpieczeństwo wybuchu zbiorników z benzyną co byłoby dużo bardziej niebezpieczne, bo jak wiemy benzyna wybucha z ogromną siłą. Kolejnym niebezpieczeństwem był wiatr, który miał zmienić kierunek o 4 rano i cały dym zostałby skierowany na miasto, a co za tym idzie musianoby ewakuować mieszkańców. Nie stało się tak jednak, gdyż ugaszono pożar około 2-3 rano. Do pomocy przypłyneły 3 jednostki gaśnicze z Algeciras i Sotogrande. Najdziwniejsze jest to, że przez cały czas w telewizji była relacja na żywo a w tle pożaru... no zgadnijcie... hehe nikt nie zgadnie co było. Dryfowała sobie spokojnie ta oto łódź:

 

 
Eclipse - Romana Abramowicza

 

Czyli nowa zabawka Romana Abramowicza, właściciela Chelsea, który akurat odwiedzał Gibraltar. Eclipse jest największą tego typu Łodzią na świecie i z danych w necie wychodzi, że kosztował on więcej niż Independence of the Seas - beka aż nie chce się wierzyć, bo ponoć 1,2 miliarda $$$ a Independence 600 MLN $. I jak gdyby nigdy nic pływali sobie obok całego zdarzenia. Ponadto dowiedziałem się ciekawostki na jego temat, o której możecie przeczytać tutaj: KLIK Powiem wam szczerz, że nie wierzyłem w to, ale szwagier mojej Ani zrobił mu zdjęcie i od tamtego czasu karta w jego aparacie nie działa :)))

To na tyle dzisiaj, mam nadzieję, że wpis się podobał.

Pozdrawiam.


My picture!

Siemanko wszystkim,

 

Nie pisałem już jakiś czas, ale było to spowodowane wakacjami w Polsce, które zaczęły się zaraz po zlocie. Potrzebowałem czasu żeby się zregenerować po tym pamiętnym weekendzie, a następnie na Gibraltarze musiałem odsapnąć po urlopie :D Śmieszne to, ale takie prawdziwe, że po wakacjach potrzebujemy jeszcze wolne dni żeby odpocząć. No, ale to może jedynie świadczyć o tym, że urlop był udany. Bardzo miło wspominam nasz zlot i was wszystkich. Cieszę się niezmiernie, że poznałem osobiście tylu z was: sędziów, trenerów modów i oczywiście naszych znakomitych userów. Nie udało nam się wygrać turnieju w piłkę, ale wygrana na kartingach panowie.... to tylko kwestia wagi niestety. Te chuderlaki co wygrały to każdy z nich waży ze 30 kg mniej ode mnie NOT FAIR :D. Tak zasuwałem, że panowie od gokartów mi kazali zwalniać. Było świetnie, bawiliśmy się przednio, zresztą było to widać po waszych minach i uśmiechach. Bardzo podobała mi się restauracja i serwis. Klub był tylko znakomitym dopełnieniem całej imprezy. Szykujcie się, bo już niedługo następny zlot, który będzie jeszcze lepszy. Nie będę się rozpisywa, ale obiecuję, że napiszę ponownie wkrótce i postaram się o obiecane zdjęcia. 

 

Pozdro600

 

 


 


My picture!

Ostatni dzień w robocie na Gibraltarze, jutro lecę z rodzinką do Polski i wracam dopiero pod koniec kwietnia. Już wiem że będzie świetnie - mam kilka rodzinnych imprez, przyjaciele również na mnie czekają, najbardziej jestem jednak podjarany naszym zlotem w Poznaniu. Chociaż wszystko jest już zaklepane i przemyślane, jak wiadomo, nie da się przewidzieć, co może się wydarzyć, kiedy kilkadziesiąt ostro podchmielonych osób ruszy na podbój miasta :)

Część oficjalna: Diamentowa restauracja "Brovaria" i bardzo miła pani kierownik zapowiada się wyśmienicie, świeżo warzone piwo o różnych smakach na pewno będzie świetnym dodatkiem do pysznego jedzenia, które tam serwują. Black Memberzy, Diamenci, upominki, hostessy, masa jedzenia i morze Jacka Danielsa będą na nas czekały. Klub "Czekolada", w którym mamy zarezerwowaną salę VIP, spokojnie pomieści wszystkich naszych gości. Zapowiedzieliśmy już, żeby zapas whiskey, tequili i wódki czystej został uzupełniony, bo jesteśmy spragnioną bandą.

Nie możemy zapomnieć o naszym turnieju piłki halowej w jednej ze szkół podstawowych. Drużyny pięknie zorganizowały się na forum, mamy ich już siedem, ja będę uwieczniał rozgrywkę na wideo i żeby zbytnio się nie przemęczyć przed resztą zlotu, nie będę latał za piłką :P Będę za to ścigał się z Wami w niedzielę na jednym z najlepszych w Polsce gokartowych torów - to dopiero będzie jazda. Mamy już potwierdzone ponad 50 osób, więc rywalizacja będzie ostra. Wierzę jednak w swoje umiejętności i postaram się stanąć na podium, z szampanem w ręku, chlustając nim na wiwatujących przegranych. Jako dodatek do wyścigów gokartów, czeka na nas suto zastawiony bufet. 

Część nieoficjalna: Walderam zgarnia mnie w piątek z Częstochowy i drzemy przez pół Polski do Poznania, przy dźwiękach jego ulubionej kapeli "Nightwish". Zatrzymujemy się w tanim hotelu, zrzucamy bagaż i udajemy się do hostelu wynajętego niemalże w całości przez "naszych". Będzie poker, będzie dużo piwa, będą też nieziemskie jaja, nie mogę się doczekać aż znowu zobaczę wszystkie kochane mordy z forum.Na ostatnim zlocie piątkowa noc była po prostu rewelacyjna i nigdy jej nie zapomnę. Tym razem postaramy się, żeby było jeszcze lepiej :)

 

 

Kasia zostaje na Gibraltarze, stojąc na straży ładu i porządku naszego serwisu, ja z Filipem wyruszamy Wam na przeciw. Jestem podniecony jak dzieciak, który ma dostać pierwszy komputer na komunię i chociaż byłem obecny na poprzednich zlotach, wiem, że ten w Poznaniu będzie naprawdę wyjątkowy.

Jeśli nie macie nic ważnego zaplanowanego na 16/17 kwietna, dołączcie do nas. Bądźcie częścią historii naszego PokerStrategy.com.


My picture!

Witam wszystkich,

Kolejny tydzień w biurze za nami. Jak na razie bez chwili wytchnienia, ale reultaty cieszą oczy ;) Firma tak ładnie się rozwija i powiększa, że już musieli wynająć kolejne piętra w budynku. Coraz więcej ludzi, mówie wam - szok. Nie mam pamięci do imion kompletnie i mam duże problemy z zapamiętaniem ich wszystkich. No ale tak to jest, normalna kolej rzeczy przy tak szybkim rozroście firmy. To oznacza tylko to, że idziemy w dobrym kierunku.

Tak się cieszyłem na ładną pogodę, a tu jakiś psikus, bo chmurami niebo zasłane już od kilu dni. I don't like! No ale jeszcze sie odmieni i sobie odbijemy. Wracając do tematu, to chciałem wam pokazać, co nowego się dzieje na Gibie i jakie są plany na rozwój miasta.

Zacznijmy od nowego lotniska.

W zeszłym roku zaczęła się budowa nowego terminala i wygląda na to, że w tym roku zostanie ukończona. Powstaje on niedaleko obecnego. Będzie dużo większe i ponoć ma być dwa razy więcej lotów. Nazywa się też International Airport --> co powinno oznaczać loty nie tylko do Anglii. A tak to ma wyglądać (zdjęcie z budowy już nieaktualne, ponieważ prace posunęły się już dużo dalej). 

 

gib
 
Plan budowy lotniska.
 
 
 
 
Prace w toku...
 
 
 
 
Kolejny szkic całego lotniska.  

 

 

Jestem bardzo ciekawy, jakie będą połączenia. Wątpię, żeby do Polski coś było, ale ważne, żeby często do Anglii latały samoloty, to będzie dużo połączeń, co nam ułatwi życie. Budowa takiego lotniska i zwiększenie ilości dziennych lotów wiąże się z ogromnymi korkami ulicznymi na Gibraltarze, gdyż trzebaby zamykać drogę przez lotnisko. Rozwiązaniem tego problemu jest powstający podwodny tunel, który ma kompletnie odciążyć ulice Gibraltaru. Niestety nie mogłem znależć żadnych zdjęć, albo po prostu nie wiem, które to, bo na oczy nie widziałem danego tunelu i nawet nie wiem, gdzie ma się zaczynać czy kończyć. Ciekawy jestem, jak rozwiążą problem nieustannych korków do granicy. Przecież w tunelu nie można pozwolić autom się ustawiać w kolejkę w razie jakiegoś problemu, obsunięcia skał, czy coś w tym stylu. No zobaczymy, jak im pójdzie.

 
Kolejną fajną sprawą będzie powstanie Gibraltar World Trade Center. Po kliknieciu zdjęcia możecie sobie przeczytać więcej (ale po angielsku, za dużo tłumaczenia). Jak powstanie taki kompleks, to na pewno na Gibraltarze pojawi się dużo więcej miejsc pracy. Może to mieć albo bardzo pozytywny oddźwięk albo bardzo negatywny. Przekonamy się. Moje rokowania są na +, Gib się rozwija i to nieźle, oby tak dalej.
 
 
gib
 
Gibraltar World Trade Center
 
   
Poniżej możecie zobaczyć sławny Europa Point, który również ma zostać zagospodarowany. Obecnie jest tam meczet i latarnia oraz piękny widok na Algeciras i Afrykę. Mają tam powstać boiska (kosz etc), restauracje itp. Bardzo fajny pomysł, ponieważ mnóstwo turystów jedzie tam zobaczyć sławny Point Europa --> a tam nawet nie ma gdzie usiąść na kawkę. Wygląda obiecująco. A w ogóle wiecie czemu tak go nazwano? Przecież Tarifa jest najdalej wysuniętym miejscem w Europie. Nazwali tak dlatego, że kiedyś Afryka była połączona z Europą dokładnie w tym miejscu, o czym świadczy identyczny rodzaj skał po obu stronach cieśniny. A tak to wygląda.
 
 
  
 
Muzułmański meczet.
 
 
 
Latarnia i The Rock.

   
 
A tak ma wyglądać. 
 
 
    Wiem, wiem - mi też się podoba. Pewnie spowoduje to jeszcze większy napływ turystów na Giba, ale myślę, że mimo to fajnie mieszkać w miejscu, do którego wszyscy przyjeżdżają.
Btw. Zapraszamy! :)
 
    Ostatnią rzeczą o której chciałem Wam napisać to Eastside Project - Gibraltar. Tutaj też nie będę dużo mówił, ale wam pokażę.
  
 
 
 
Wygląda całkiem nieźle, prawda? No to chyba dzisiaj na tyle. Mam nadzieję, że was trochę zaciekawiło, co się u nas dzieje i zachęci to was do wybrania się w podróż na koniec Europy.
Pozdrawiam wszystkich i do kolejnego wpisu.
 
Pozdro600
 
 

My picture!

Witam wszystkich zainteresowanych.

 Nie miałem czasu pisać w zeszłym tygodniu niestety za co przepraszam. Od razu powiem, że się nadal trochę tu dzieje więc nie nudzimy się ogólnie rzecz biorąc. Kolejne prezentacje, kolejne projekty, kolejne spotkania ... Przygotowania do zlotu już zakończone komletnie... zostało tylko czekać na imprezę. Cały czas przybywa nam pracowników w biurze i już niedługo firma przejmie 3cie z kolei piętro w naszym budynku. Mówię wam, że już tyle ludzi się przewija w naszej siedzibie, że normalnie nie mam czasu wszystkich poznać. Nie znam niektórych imion lub nie wiem gdzie ktoś pracuje. Z jednej strony ktoś powie: "super - firma się rozrasta" a z drugej już nie jest tak wesoło, bo traci się ten efekt rodzinnej atmosfery, gdzie każdy każdego zna i na każdej imprezie zdążysz porozmawiać z wszystkimi znajomymi. Co do rozwijania się firmy, to imo naprawę świetna sprawai dobrze to wróży nam wszystkim zarówno pracownikom jak i użytkownikom. Pamiętacie nasze forum jakiś czas temu....? Jeszcze wielu z was będzie wspominało elitarna grupę forumowiczy. Podobna sytuacja nastała u nas w biurze. Może widzę to przez pryzmat mnie samego, tzn. mam rodzinkę tutaj i nie mam czasu codziennie imprezować i powiem szczerze, że w weekendy też, a czasem mi się po prostu nie chce a co za tym idzie nie jestem na każdej imprezie organizowanej przez kolegów z PokerStrategy.com. Chociaż teraz tak sobie myślę.... to chyba nie to nawet. Dużo znajomych mieszka w Hiszpanii co nie jest mi na ręke jako, że mam syna i muszę jakoś wrócić do domu po imprezie. Samemu to za taksówkę bym zapłacił kupę hajsu ---> po prostu nie ma mnie na imprezie. Zastanawiałem się już czy nie namówić rodziców na przeprowadzkę tutaj, żeby mogli mi młodego poplinować jak jest potrzeba :) No ale to już chyba przesada (hahaaha).

Już niedługo jak będzie pogoda na podbój Hiszpanii to zacznę wstawiać zdjęcia na bloga bo tak smutno tu. Dzisiaj jeden z naszych pracowników mnie pocisnął, że nie wstawiam żadnych zdjęć więc postanowiłem wprawić w ruch mój super słaby aparat fotograficzny i poklikać zdjęcia, ale to w nastepnym wpisie. :D

 Pozdrawiam wszystkich.

A na koniec piosenk, która powinna wam przyświecać podczas grindowania!

 


 


My picture!

Siemanko wszystkim.

Chwilę mnie tu nie było, ale widzę, że się zrobił ruch w blogach. Me like it :)  Wracając do tematu z poprzedniego wpisu.... nie udało się dotrzeć na turniej z Gibonami :( ale to tylko dlatego, żechcieli grać już o 17:00. Trochę było za wcześnie jak dla mnie i tak jak podejrzewałem... nie dotarłem. Myłem motocykl tego dnia, rozkręcałem owiewki. Skończłem około 15:30, ale trzeba było coś zjeść i się ogarnąć. Wyszło na to, że oboje sobie odpuściliśmy z Kubą głównie dlatego, że za wcześnie chcieli grać. Mniejsza więc o to. Jak tylko nadaży się okazja to na pewno się wybierzemy na pokerka.

Jak widzicie starałem się trzymać rutyny i chociaż raz na tydzień coś napisać. Nie udało mi się w zeszłym tygodniu a to dlatego, że mieliśmy więcej pracy w biurze. Mamy nowych pracowników z innych społeczności i trzeba było zrobić dla nich prezentacje, następnie wziąć udział w spotkaniach z działem promocji, komunikacji itp. Więc jak widać było co robić. Nie mniej jednak za oknem widać słonko, które świeci coraz mocniej i coraz cieplej. Już niedługo, już niedługo... Nie mogę się doczekać jak na basen wpadnę i zrobię BOMBĘ hahahaaha. W tym roku też ktoś z was na pewno nas odwiedzi - taką mam nadzieję - tak jak to było w ubiegłym. Pamiętajcie aby się zapowiedzieć wcześniej, żeby można było coś wykombinować.

Już nie mogę się doczekać zlotu i jak wam spuszczę łomot w piłkę Cool a potem kartingi... chyba tlko defekt mnie powstrzyma od zdobycia pucharu hahhahha. Na prawdę panowie i panie będzie bosko. Szykujcie się i grindujcie na diamenta co byśmy mogli razem zjeść i wypić.

A tak się będziemy bawić.....

 

 
 
 
 
 

My picture!

Witam wszystkich,

 Na wstępie powiem od razu tak... WEEKEND. Wreszcie wolne i odpoczynek :D Dzisiaj napewno zasiąde do whiskey a jutro raczej na pewno idziemy z Kubą ograć Gibońców z kasy. Będzie ich więcej tym razem bo około 30 lub więcej. Będzie co zgarnąć. Trzymać kciuki - niech wariancja będzie z nami :P.  Muszę jedynie się pilnować tak jak ostatnio, żeby nie pić za szybko a będzie dobrze. Dam znać jak poszło, no chyba że coś mi wypadnie i nie pójdę.

 Powiem wam coś z innej beczki. Mam motocykl - Honda CBR600 - nie młoda bo '98, ale w świetnym stanie i przejechane ma 27tys. km, gdzie normalnie mają te roczniki około 50tys. km. Idzie lato więc postanowiłem (motor mam od niedawna) zająć się nim, wymienić olej, płyn hamulcowy, pozbyć się rdzy w niektórych miejscach. Doszedłem w końcudo tego, że zacząłem myśleć o oponach. Są w dobrym stanie ale możliwe, że przed sezonem letnim (patrz sezon w PL, bo tu sezon cały rok :D) całkiem możliwe, że chciałbym zmienić. Pojechałem do gości, który ściąga części Hondy. Jako że zazwyczaj zestawy całych kół są tńsze niż felgi i opony osobno, to zapytałem o cenę całych kół. Facio sprawdził cene i mówi do mnie: "przednia £450 a tylna £600". Mało się nie przewróciłem, bo za motor dałem 1500 po znajomości. Powiem, że kupiłem bardzo tanio, ale żebyaż tyle? Szoking! Musze się uzbroić w cierpliwość i szukać na ebay i allegro - podejrzewam, że tam znajdę dużo taniej, tzn. mam nadzieję. Jak kupowałem koła do mojego Audi A6 w Irlandii to za same opony zapłaciłem 400 Euro. To były opony do S6 na felgi 230/45/18. Całe koła natomiast z wypasionymi felgami do tego modelu kosztowały około 680 Euro. Cena wypas jak na moje i mam nadzieję, że znajdę do motoru też. Jutro czeka mnie małe czyszczenie i ściaganie owiewek wraz z myciem maszyny. Nie mogę się doczekać jak już będzie typowo motorowa pogoda!

 Pozdrawiam wszystkich i udanego odpoczynku życzę.

 

PS. to moje małę cudeńko- wiem że to nie nówka za 10tys funtów, ale w życiu miałem zawsze dwa marzenia:

1. Mieszkać w Hiszpanii - done :)

2. Mieć motor w ciepłym kraju - done :)

 


My picture!

Cześć wszystkim,

 Wreszcie weekend.... zaraz uciekam do domku i po drodze chyba wskoczę po whiskey .. tak żeby byc już przygotowanym jakby co :D 

Powiem wam coś... jak na razie nie bolą mnie plecy WOW chciało by się rzec, ale nie zapeszajmy. Weekend przede mną więc całkiem możliwe, że znowu przyśnie mi się na kanapie przed TV. Mam nadzieję, że już ten ból nie wróci. Basen zaliczony i ABS II też... trzeba tylko jakoś w weekend powtórzyć. 

W ogóle to listę sobie muszę zrobić pilnych spraw. Za dużo na głowie ostatnio mam. Dużo się dzieje w prac, a co za tym idzie... mam mało czasu po pracy.

Aaa powiem wam coś jeszcze. Ostatnio nasz serdeczny przyjaciel, mieszkający tutaj od około 6 lat zaprosił Kubę i mnie do prywatnego klubu gentelmanów, do którego mają wstęp tylko członkowie lub ich goście. Ten klub to takie mini kasyno... tzn. głownie grają tam towarzysko w pokera. Zagraliśmy z nimi 10max SnG, £20 buy-in i przez pierwsze 1,5h można zrobić rebuya. Zaczęło się całkiem nieżle. Oboje z Kubą wystrzeliliśmy na chipleaderów i tak zostało przez długi czas. Szło całkiem nieźle, grałem tight na maxa. Na start było 5k i uzbierało mi się 9k do przerwy, ale na wszelki wypadek i żeby się lepiej grało dokupiłem sie na koniec czasu. Kolejna faza znowu poszła nieźle... budowałem konsewkentnie stacka. Kilka osób odpadło. Zostało nas czworo i Kubie nieposzło AJ<AQ. Zostało nas 3. Udało mi się wyeliminować cfaniaka, którego ojciec jest szefem tego klubu i zostałem w HU z jego bratem. Chłopcy w ogóle bardzo głośni byli, krzyczeli rzucali mięsem - było śmiesznie. Muszę jednak przyznać, że wiedzieli co robią, bo ze śmieciami nie grali. Moja passa nie mogła się inaczej skończyć jak wygraną :D. Chwilę przed końcem skrócił mnie trochę przeciwnik trafiając runner runner straighta i stacki były w miarę równe. Blindy były już 5k/10k więc żarło nas ostro. Wrzuciłem all-ina z A3s a on pokazał Jx. Trafił parę na turnie bodajże, ale ja jego nieszczęściem runner runner straighta i po zawodach - 4 na river. £250 do kieszeni i dowidzenia :D mili koledzy zaprosili nas na następną rozgrywkę (ma być więcej ludzi, tak jak zwykle - około 30)... więc zacieram dłonie i czekam ze zniecierpliwieniem.

 

Pozdrawiam wszystkich i super hiper extra weekendu. Wielkie joł!

 

 


 


My picture!

Witam drogich czytelników :)

Może zacznę od pogody... tak wreszcie się to stało... zepsuła się. Zimno się zrobiło (jakieś 12 stopni) i mokro i wieje i wieje.... brrrr jak dla nas to na prawdę zima. Nadal trwam w postanowieniu: basen, ćwiczenia... Nie udaje mi się zbyt często ale staram się być systematyczny. Ale co? Znowu te plecy.. na prawdę nie wiem o co chodzi. Kasia mi podpowiada, że to od sofy, bo ostatnio zdarza mi się często zasypiać w salonie, po nocach oglądając filmy. Zazwyczaj zasypiam w tej samej pozie i jak mnie bolą plecy to właśnie zawsze w tym samym miejscu. Wniosek? Całkiem możliwe, że to od tejskubanej kanapy. Teraz co zrobić? Nie zasypiać? hmmm ciężki temat, bo nawet nie wiem kiedy zasypiam. Nie oglądać filmów? No way! Więc pozostaje mi jedno: przenieść TV do sypialni :D no ale ... to też nie przejdzie. Muszę się pilnować i nie zasypiać przez jakiś czas żeby to sprawdzić. To na prawdę męczące. Młody człowiek, a czuje się jak stary dziad. Słyszałem, że ponoć jak masz już 40 lat i się budzisz rano bez żadnego bólu, to może oznaczać jedno: nie żyjesz! :D:D A tak na serio to muszę uważać. Pracę mamy siedzącą co też nie działa pozytywnie. 

W biurze się nazbierało trochę roboty znowu więc nie możemy narzekać na brak zajęć. Już po 19stej i zaczynam być zmęczony słuchaniem Jakuba cały dzień :D (żart). Tak na prawdę to niedługo koniec pracy na dziś, pewnie jak będę w domku to i tak coś wyskoczy do zrobienia, ale koniec na dziś w biurze :P Muszę się zrelaksować... myślałem o piwku albo nawet JD, ale ciągle mi się przypomina stwierdzenie, że alkohol to puste kalorie, które ciężko potem spalić.... więc chyba odpuszczę, ale i tak się zrelaksuje :)

Pozdrawiam wszystkich, 

wielkie joł i na zakończenie fajna nutah:

 


 


My picture!

Elo elo...

  Mam nadzieję, że u was wszystko dobrze. U mnie nienajgorzej, ale jak zwykle mogłoby być lepiej. Kończę niedługo pracę na dzisiaj, ale jeszcze troch, muszę przebrnąć przez forum oceny rozdań i zobaczyć jak chłopakom idzie. W pracy nie było dziś najgorzej, wyrwałem się na basen na przerwie i powiem szczerze, że to był strzał w dziesiątkę. Odciąłem się od zgiełku i zrelaksowałem. Staram się systematycznie w miarę ćwiczyć - basen, ABS II i kilka dodatkowych. Nie chcę się zapisywać na siłownię, bo wiem, że mi się szybko znudzi - bo nudna jest :). Wolę basen i piłkę... a włąśnie co z tą piłką muszę się dowiedzieć.

Jesteśmy w trakcie planowania zlotu i atrakcji dla diamentów i powiem, że nie mogę się doczekać. Fajnie będzie was znowu zobaczyć, pogadać i pośmiać sie. Niektórych będę widział pierwszy raz i z tego powodu też jestem bardzo zadowolony. Poszło klika zakładów, obietnic itp. dotyczących różnych to trunków- tego się trochę obawiam muszę przyznać. Mam nadzieję, że nie wszyscy będą pamiętać co mówili do mnie lub co pisali.... musiałem przerwać na chwilę pisanie, ponieważ musiałem sie poużerać trochę z modami. Zaraz uciekam do domku. Czeka mnie jeszcze rozmowa z kolegą, który mieszka w mieście, w któym będzie zlot i ma mi troszkę zareklamować kilka miejsc. Potem jak się uda to wskoczę jeszcze na motorek i po moją panią śmignę odebrać ją z pracy. Oczywiście jeszcze ćwiczenia dziś i może poker. Pozdrawiam wszystkich. Wielkie joł...

 

 


My picture!

Siema wszystkim,

 

Dzisiejszy dzień mija dość lekko.... może dlatego, że znowu dziś na Gibie śliczna pogoda - jaki styczeń może być piękny.... Wczorajszy dzie=restrukturyzacja. Trzeba było trochę posiedzieć i się pobawić, ale to podobne do klocków LEGO. Muszę powiedzieć, że lubie taki rodzaj pracy ale teżprzyznać iż jest toczasochłonne zajęcie. Udało mi się skończyć w okolicach godziny 21wszej i udałem się szybko do domku. Znalazłem też wreszcie czas, żeby na motorku się przejechać bo ostatnio ciągle zajęty jestem. 

Moi goście już pojechali kilka dni temu więc mam czasu więcej i spokój w domu. W związku z tym mam nadzieję, że wreszcie ruszę z moim małym planem treningowym. Zacznę od wzmocnienia mięśni pleców i basenu. Trzeba będzie do tego dołączyć ćwiczenia na brzuch i klatkę, może biceps. Cały czas myślę o bieganiu, ale przyznam, że bieganie jest nudne. Osobiście wolę grać w piłkę lub w kosza i tak mam nadzieję zrobić. Chłopaki z innych community też grają więc prawdopodobnie będziemy wynajmować boisko i regularnie grywać - mam nadziej!

Teraz też będę miał czas na poksa, więc na pewno pogram. Mam nadzieję, że będę już czuł lepiej grę.....

 

pozdrawiam


My picture!

Siema,

 Zastanawiałem się jak tytułować te posty, ale jak mam częściej pisać to mi nazw zabraknnie, więc od czasu do czasu będę podawał daty zamiast tytułów.

Jesteśmy spowrotem w pracy jak widać. Sylwester minął u mnie spokojnie. Zawiodłem się tegorocznymi fajerwerkami na rynku zwanym Casemates. W zeszłym roku trwało to około 20min, a w tym niestety tylko 3min. Co śmieszniejsze odpaliliśmy szampana z false startem. Czemu? To zabawne, bo mieszkam na 9tym pietrze i widzę rynek elegancko i właśnie tak chcieliśmy zobaczyć fajerwerki - z balkonu. Nie słyszeliśmy dobrze co mówił prowadzący przez mikrofon. Usłyszeliśmy odliczanie i wywaliliśmy szampana i z tego 9tego piętra, wszędzie go laliśmy.... a po chwili słyszę znowu odliczanie [śmiech] i co? Okazało się, że próbę sobie zrobili :D więc porażka. No to złożyliśmy sobie życzenia, wypiliśmy szampana i ruszyliśmy w tany. Na imprezce byliśmy do około 4tej, a potem udaliśmy się do domu aby dobić się do końca. Jako że moja pani pracowała, chciałem wytrzymać jak najbardziej trzeźwy do momentu gdy się zobaczymy....  drinkowałem spokojnie żeby nie przesadzić. W taki sosób doprowadziłem się do dziwnego stanu, że już nie mogłem się upić - w sylwestra - OMG. Takim sposobem pierwszy raz w sylwestra nie padłem nieprzytomny.

Kolejne dni mineły pod znakiem melanżu i nicnierobienia - i prawidłowo! Pogoda śliczna, bo cały czas około 20stopni, na plusie :D. Piwka na balkonie, spacerki, wycieczka do Marbelli... Na pokera nadal nie miałem czasu oprócz naszej Wojny Domowej.... gdzie nie poszło najlepiej. Dwukrotnie się naciąłem z tymi samymi kartami QJ. Za pierwszym razem pół stacka mi zjadło a za drugim... sami już wiecie, byłem out. Co raz to bardziej utwierdzam sie, że turnieje chyba nie są dla mnie :D

Dobra muszę kończyć, ponieważ mam jeszcze dużo pracy dziś. Na pewno napiszę niedługo. Jeszcze raz życzę wszystkim najlepszego w nowym roku.

 

Pozdro600


My picture!

Hola, hola amigos.

 Postaram się zrobić jak mówiłem i pisać częściej. Dziś rano wstałem z ciężką głową i bólem pleców. Próbuje znaleźć przyczyny obu więc..... jeżeli chodzigłowę to proste --> mam gości i pilim whiskey wczoraj do późna, nawet nie wiem do któej.... :) ale plecy to trochęzgadaka, chociaż wszystko wskazuje na majstra! Jak zacząłem robić te ćwiczenia jakiś czas temu to zaczęły mnie boleć plecy trochę. Zwaliłem winę na to, że zdarzyło mi się dość często ostatnio zasypiać na kanapie, w salonie, w jakiejś dziwnej/krzywej pozycj. Jednak przestałem zamulać na sofie a plecy bolały dalej. Miałem krótką przerwę od ćwiczeń i przeszło mi trochę, ale jak zrobiłem znowu serie przez dwa dni - ból wrócił. Wychodzi na to, że muszę robić tak zwane odwrotne brzuszkiżeby wzmocnić mięśnie pleców i tak robie - choć na razie ból nie mija. Staram siębyć konsewkentny i słuchać majstra, ale mówię ci majster jak mi to nie minie to cię znajdę :D

 Dzisiaj pracujemy tylko pół dnia więc zaraz uciekam z biura. Jestem już sam, bo ostatnio chodzę późno spać i przychodzę później do pracy. Więc suma sumarum zostaje najdłużej z naszej trójki, tzn. do najpóźniejszych godzin. Nie przeszkadza mi to zbytnio, bo mieszkam 5min od pracy... aa no tak przeprowadziłem się niedawno i mam jeszcze bliżej niż kiedyś :D. 

 

Mam nadzieję, że będziecie dzisiaj imprezować ostro. Osobiście nie będę chyba przesadzał.... moja pani pracuje niestety i mam na głowie 40 kilogramowego 10 latka :P mojego syna i gości z Polski (siostrzenica z chłopakiem). Spróbuję zebrać jakąś ekipę i poszwędać się po Gibraltarze. Będą jakieś super hiper mega wypasione fajerwerki jak co rok, ale serio czad - 30min nonstop w takt muzyki, rewelacja. Na pewno pójdę do mojej Anki złożyć życzenia i może do meksykańskiego baru na margaritkę, potem jakieś piwka i zobaczymy gdzie się zaczepimy. Fajerwerki są na starym rynku, ale żeby mieć lepszy widok i nie pobrudzić się od resztek spadających sztucznych ogni, całkiem możliwe że będziemy je oglądać z balkonu, ponieważ mieszkamy na 9tym piętrze, bardzo blisko samego rynku.

 Więc ... kolejny wpis po nowym roku.......

 

Korzystając z okazji chciałem wszystkim złożyć najlepsze życzenia na nowy rok, żeby był jeszcze lepszy niż 2010, żeby nie brakowało wam uśmiechu i sukcesów - pokerowych i osobistych - to wszystko tylko od nas..... tylko dla Was!!

 

Czapa

 

 

szęśliwego nowego...

 


My picture!

Witam wszystkich,

 Czytałem ostatnio forum i kilku userów pytało o nasze blogi i co się z nimi stało? Więc powiem wam, że ostatnio mieliśmy dużo pracy w polskiej społeczności.

Dużo się działo i dzieje. Nowi pracownicy, nowe produkcje, nowe pomysły... Nie chce zwalać winy tylko na to. Wiem, że też jesteśmy temu trochę winni, że nie było wpisów. Ale wiecie jak to jest, zimno się zrobiło to nigdzie nie jeździmy ostatnio, więc i zdjęć żadnych nowych nie mam. Wróciliśmy dzisiaj po przerwie świątecznej do pracy i jak to bywa... nawał pracy. Osobiście zamiast być wypoczęty to czuję się jeszcze bardziej zmęczony. Tyle gotowania i sprzątania, biegania z prezentami... Dzisiaj jeszcze jakieś niskie ciśnienie jest i nic mi się nie chce szczerze mówiąc.

Dawno nie grałem w pokera, bo staram się przestawić swój sposób myślenia i podejścia do gry i dopóki nie będę czuł się pewnie to nie chcę grać. Na dodatek mam gości z Polski więc też nie ładnie tak grać jak się ma gości, więc stronię od tego. 

Po ostatniej rozmowie z majstrem postanowiłem przekształcić trochę masy w mięśnie i wynalzł mi jakiś cudowny zestaw ćwiczeń ABS II. Powiem, że nie lada ćwiczenia. Więc się wziąłem za to, ale muszę wejść w nawyk ćwiczenia i nie zapominać o nich. A to zawsze najgorzej wychodzi, ale zobaczymy. Mam nadzieję, że ćwiczenia pomogą mi w koncentracji i będę się czuł lepiej. Masa musi być!

Trzymajcie kciuki!

 

P.S. Postaram się robić wpisy bardzo często, ale krótkie tak jak nam zasugerował ktoś na forum.


My picture!

Witam serdecznie i przepraszam za długą przerwę w mej działalności piśmienniczej, ale brakowało natchnienia. A bez natchnienia ani rusz...

Dziś napiszę Wam o tym wszystkim, co podziało się ostatnimi czasy na Gibie – a podziało się, że hej! Takiego poruszenia nie pamiętam, od kiedy tutaj jestem, a będzie już 5 lat z okładem. Nie wiem wręcz, od czego zacząć!

Do rzeczy!

Na początek będzie groźnie – napad z bronią w ręku! W biały dzień! W centrum Gibraltaru! Szok!

Jak wspominaliśmy już nie raz, Gibraltar to miejsce wyjątkowo spokojne, o bardzo niskim wskaźniku przestępczości – chciałoby się rzec „wsi spokojna, wsi wesoła”… Wiadomo – miejsce jest małe, wszyscy się znają, policja trzyma oko i ucho na pulsie. Jakby przyszło co do czego, uciec za bardzo też nie ma jak, chyba że wpław.

Dlatego też wyobraźcie sobie poruszenie, gdy w tej bukolicznej scenerii doszło do napadu na sklep! W centrum miasta, w biały dzień! Z bronią w ręku! Ofiarą przestępcy padł ni mniej ni więcej sklep Swarovski na głównej ulicy, co wydało być się dziwnym wyborem, jako że wokół nie brakuje sklepów jubilerskich, co więcej, dokładnie naprzeciw Swarovskiego znajduje się sklep o nazwie „Just Diamonds”, a historycznie diamenty zawsze były bardziej w cenie niż kryształy, ale widać taka była przestępcy wola. Ubrany w dżinsy, mokasyny i granatową koszulę, zaczesany na boczek 44-latek wkroczył do sklepu i wycelował w obsługę pistolet. Oczywiście w mgnieniu oka na miejsce przybyła policja, całą okolicę odcięto kordonem, zamknięto też granicę z Hiszpanią. Z prędkością błyskawicy wieść obiegła cały Gibraltar, zapanowało ogólne poruszenie. Takie rzeczy na Gibraltarze po prostu się nie zdarzają! Gibraltar zamarł – ci, co mogli, biegiem udali się na miejsce zdarzenia, reszta z zapartym tchem śledziła rozwój akcji w Internecie. Do akcji wkroczyli negocjatorzy i po 30 minutach napastnik poddał się. Pod czujnym okiem snajperów załadowano go do policyjnej furgonetki, pukawka okazała się być atrapą. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Po kilku dniach ciąg dalszy historii mogliśmy przeczytać w tutejszym dzienniku: napastnik okazał się być Hiszpanem urodzonym w Tangerze. W sądzie złożył wysoce niecodzienne wyjaśnienia – oświadczył, iż od siedmiu lat służył w specjalnym programie stworzonym przez tajną agencję rządową, która do jego mózgu wszczepiła specjalny chip. Napad na sklep miał być dla niego jedynym wyjściem z tej sytuacji. Przyznacie sami – coś takiego nie zdarza się często, więc możecie sobie wyobrazić, że jeszcze przez wiele, wiele dni cały Gibraltar żył tym wydarzeniem.

 

 

Aresztowanie napastnika.

 

 

Ale na tym nie koniec. Ledwo opadły emocje po napadzie, gdy rozpętała się afera przygraniczna.  Oj działo się, działo… Pewnego pięknego poranka burmistrz La Linea obudził się w innowacyjnym nastroju. Przy otwartym oknie (nic tak nie pobudza szarych komórek jak tlen!) wykonał 10 przysiadów i dziesięć skłonów, wziął zimny pobudzający krążenie prysznic i wypił czarną jak smoła kawę przegryzaną croissantem. Gdy odstawiał pustą już filiżankę na spodek – eureka!- wpadł na, w jego mniemaniu, genialny pomysł na to, jak załatać ogromną dziurę w budżecie La Linea. „Ustanowię opłatę za wjazd na Gibraltar!” – wykrzyknął uradowany i energicznie cmoknął zaskoczoną nieoczekiwanym wybuchem entuzjazmu małżonkę, która w spokoju ducha popijała napar z rumianku. Nie jestem do końca pewna, czy rzeczywiście tak się to odbyło, możliwe, że trochę sobie dopowiedziałam, ale fakt pozostaje faktem. Sposobem na załatanie dziury budżetowej miało być pobieranie opłaty od wjeżdżających na Gibraltar. Możecie się domyślać, jakie oburzenie wywołał ten pomysł. Niemalże zamieszki i trzecia wojna światowa. I prawdę mówiąc, wcale się nie dziwię. Przede wszystkim– i nie sposób się z tym nie zgodzić – Gibraltar to nie cyrk, a pan burmistrz nie dyrektor, żeby wejściówki kasować. No bo, kurcze, jakim prawem? Burmistrz poparł swoją decyzję argumentem – La Linea ponosi koszta związane z ruchem przygranicznym, ma z tego natomiast zero profitu. Jednak droga prowadząca na Gibraltar to droga państwowa, nie lokalna, więc za jej użytkowanie La Linea nie ma prawa żądać jakichkolwiek opłat, argument więc odpada. Dodatkowo zaraz podniosły się głosy, że to przecież strzał w kolano taki pomysł, bo przecież ogromna ilość mieszkańców La Linea (tzw. linenses) pracuje na Gibraltarze, więc pobieranie od nich codziennych opłat trochę mija się z celem. Na to burmistrz miał zmodyfikować swój pomysł – linenses pracujący na Gibraltarze będą zwolnieni z opłaty. To również nie spotkało się z ciepłym przyjęciem, bo niby z jakiej paki taka dyskryminacja? Linenses nie płacą, a inni tak? W końcu Unia Europejska, te sprawy… Jak widzicie, genialny w założeniu pomysł okazywał się z czasem być coraz to mniej genialnym, spór coraz bardziej cichł, a burmistrz coraz bardziej smutniał (to ostatnie to tez moja licencja poetycka J ). Co z tego wyniknie, nie wie nikt. Pożyjemy, zobaczymy.

 

"La Linea to też Hiszpania" - tym bilbordem burmistrz próbował zwrócić uwagę na swoja inicjatywę.

 

 

Adios, amigos!


My picture!
 Witam wszystkich, 

 

dawno nie pisałem - hmm nic nowego, ale naprawdę poprawię się obiecuje. Coraz to więcej gości nas odwiedza, co raz to więcej wyjazdów a co za tym idzie coraz to więcej zdjęć. 

Odwiedzili nas znajomi z Polski ostatnio, Tomek i Magda. Z Tomkiem znamy sie ponad 20 lat i nie jedno razem przeżyliśmy. Tym razem zaprosiliśmy ich by wreszcie nas odwiedzili na Gibie. Całkiem nieźle im się trafiło, ponieważ w tym czasie Hiszpania wygrała World Cup, więc było gdzie i z kim świętować. Zdjęć nie wklejam, bo Kubuś chce wam pokazać w swoim blogu jak się bawią Hiszpanie. Zatem ja przejdę do kolejnego tematu.

Jednego dnia, kiedy udało mi się załatwić wolne w pracy, wybraliśmy się do Bolonii. Jest to piękne miejsce zaraz za sławną Tarifą. Wszyscy serferzy i kiteserferzy znają to miejsce. Jest to najlepsze miejsce w Europie do tego typu sportów. Na głównej uliczce tej małej mieściny znajdziecie szkołę serfowania w co drugim sklepie (sklepy wiadomo ze sprzętem do uprawiania tychże sportów oraz ze strojami kąpielowymi i przeróżnymi gadżetami na szyję, rękę i inne części ciała). W Tarifie non stop wieje wiatr, więc jeżeli mielibyście ochotę poleżeć i się poopalać to lepiej znaleźć inne miejsce. Wiatr ciska na lewo i prawi ziarenkami piasku. Czując to wydaje się jakby ktoś wam robił peeling całego ciała, ale za to nie czuć upału co też może być zgubne na koniec dnia. Ciężko nawet robić zdjęcia, ponieważ ziarna piasku dostają się wszędzie. W ten sposób straciliśmy już jeden aparat, gdyż jakiś mechanizm został zablokowany w ten sposób. Powiem wam tyle, że widoki w Tarifie są piękne, nawet piasek jest z Afryki a został tam naturalnie nawiany przez wiatr – jest miałki, jasny, prawie biały jednym słowem świetny. Tak nawiasem mówiąc to miejsce, które jest położone najbliżej czarnego lądu, bo jedynie 12 km. Wracając do kiteserfingu… w najlepszym momencie naliczyłem z kumplem 140 latawców na niebie. Słabo? Czy mi się tylko wydaje? Zobaczcie sami.

 

A o to i my, a w tle Afryka!

 

Tutaj już sama Afryka, oddalona o jedyne 12km od Tarify (w linii prostej).

  No i obiecane latawce - nie jest to jednak dzień, w którym było ich 140.

 

To nie mój sutek jakby co! - hahaha !!!

 

 Te trzy ostatnie zdjęcia to już sama Bolonia.

W dzień przed meczem o mistrzostwo do Hiszpanii zawitała Feria. Jest to coroczna impreza. Coś w stylu wesołego miasteczka, które jeździ po całym kraju z miasta do miasta, w każdym zostając tydzień. W tym roku wszystko zaczęło się 17 lipca o północy jak zwykle. Dziwna godzina trochę, bo wszyscy mówią, że to dla dzieci impreza i zaczyna się o północy hmm jakby nie patrzeć tutaj ludzie żyją inaczej a co za tym idzie dzieci też mają swoje przywileje. Więc wygląda to tak, że wzdłuż ulicy zaraz przy granicy rozstawiają się przeróżne karuzele - mnóstwo ich oraz przyczepy z przeróżnymi słodkościami, smakołykami, alkoholami itp. Naprawdę nie widziałem takich rzeczy wcześniej (tzn. rok temu widziałem po raz pierwszy, ale bloga nie pisałem jeszcze, żeby wam pokazać). Mają tam świeże kokosy zalewane świeżą wodą by nie wyschły, owoce w czekoladzie, karmelu i innych polewach, wiadomo wata cukrowa, cukierki, żelki i inne mordoklejki. Gdybym był dzieckiem to bym oszalał, mówię wam musicie to zobaczyć na własne oczy. Kolorowo wszędzie, słychać głośną muzykę i panów naganiających do przedziwnych gier typu szczęśliwy numerek, albo jakieś zakłady, lotki, kopanie piłek, strzelanie z wiatrówek i inne. Ciężko to nawet zliczyć. Ciągnie się to przez jakiś kilometr, nie chcę kłamać ale jak szukałem toalety to musiałem dojść z jednego końca na drugi i mówię wam było strasznie daleko... :D Ludzie się bawią, piją, tańczą, grają i jeżdżą na tych wszystkich karuzelach - obłęd. Zobaczcie sami kilka zdjęć:

 

 

 

 

 

 

Tego samego dnia tylko, że wcześniej wybrałem się tymi samymi znajomymi do wodnego parku rozrywki w Algeciras. Bahia Park, bo tak się nazywa, nie jest największym w regionie, właściwie to może i jest najmniejszy. W każdym razie jest tam co robić. Jest kilka fajnych zjeżdżalni, basenów i innych wodnych atrakcji. Co tu dużo pisać, bawiliśmy się przednio i o mało nie nabawiłem się kontuzji. Tomek, mój przyjaciel, może się pochwalić nieprzeciętną wagą 105kg a ja około 86kg (nie wiem dokładnie bo nie mam w domku wagi). Co za tym idzie, nasze przejażdżki na dwuosobowych kołach, okazały się całkiem niebezpieczne. Wyobraźcie sobie pędzące 200kg żywej wagi, które z zawrotną prędkością wpada do wody. Kończyło się to tak, że Tomek lądował na moich plecach i oboje wychodziliśmy z takiej przejażdżki poturbowani. Po kilku zjazdach zrezygnowaliśmy ze wspólnej jazdy. Stwierdziliśmy, że musimy sobie znaleźć lżejszych partnerów do tych wygłupów. Dosłownie każda próba kończyła się jakimś wypadkiem. Nawet na tych słabszych zjeżdżalniach, gdzie myślałem, że nic się nie może stać, lądowaliśmy poza kołem (będąc nadal w trakcie zjazdu). Sami zobaczcie kilka fotek i bonusowo BOMBA w moim wykonaniu!

 

   

  
  
 
 
   
 
  
 Mam nadzieję, że zarówno wpis jak i zdjęcia wam się podobają. Pozdrawiam gorąco i zapraszam do czytania kolejnego. 
 
P.S. Niezła BOMBA co? :D :D :D
 
Pozdro 600
 

My picture!
Witam Was ponownie!

 

Pora najwyższa na kolejny wpis. O zlocie nie będę pisać, bo dostatecznie został udokumentowany :-) Będzie jak zwykle o Gibie. Tym razem podzielę się z Wami moimi, w pełni subiektywnymi, w pewnych momentach na pewno złośliwymi, przemyśleniami na temat turystów odwiedzający nasz piękny zakątek.

Gibraltar jest bardzo popularnym kierunkiem turystycznym. W porcie zawsze zacumowane są wielkie statki rejsowe, z których co rano wysypują się czeredy żądnych atrakcji turystów. Mijam ich zazwyczaj po drodze do pracy i zawsze nasuwa mi się jedna refleksja – kto przy zdrowych zmysłach będąc na urlopie, mogąc wyspać się do woli, zamiast tego wstaje z samego rana, obuwa sandały i dziarskim krokiem bierze się za zwiedzanie Gibraltaru?! Nie zrozumiem tego nigdy.

Turyści to w ogóle specyficzny rodzaj ludzi. Nie macie czasem wrażenia, że ludzie na wakacjach zmieniają się nie do poznania, a przy tym upodabniają się wszyscy do siebie? A więc tak:

Wśród panów zawsze królują sandały na rzepy i szerokie szorty podciągnięte niemal pod pachy.

 

 

Kombinacja sandał + skarpeta+ łydeczka

 

Miedzy szortami a skarpetami obowiązkowo błyskają białe łydki. Musowo do pasa przypięty jest tzw. piterek, alternatywną opcją jest mała torebeczka typu „konduktorska” przewieszona przez ramię.

U pań, zwłaszcza po 60ce, bluzeczki na ramiączka lub w ogóle bez ramiączek (rekordy popularności biją tzw. boob tubes), na stopach sandały typu birkenstock, a na głowie obowiązkowo daszek – nie czapeczka, daszek (tak na marginesie, zupełnie nie rozumiem instytucji daszka, jaką funkcję ma on spełniać??).

 

 

Daszek - po co???

 

 

Co ciekawe, stanik nie wydaje się być obowiązkowym elementem garderoby na wakacjach :D

Turyści odwiedzający Gibraltar oczywiście podpadają w większości pod powyższy opis. I jeśli chodzi o mnie, to powiem bez ogródek - turyści na Gibie działają mi straszliwie na nerwy! Powodów jest wiele i większość z nich postaram się Wam tu przedstawić. Podkreślam oczywiście, że jest to moje subiektywne zrzędzenie, więc ewentualne skargi proszę sobie darować, ponieważ autorka nie ponosi odpowiedzialności :).

 Po pierwsze turyści na Gibraltarze wydają się nie zdawać sobie chyba sprawy z tego, że Gibraltar to „prawdziwe” miejsce – że tutaj ludzie (czytaj: ja) też pracują. Że śpieszą się do pracy, że muszą gdzieś się dostać, coś załatwić i niekoniecznie mają czas, żeby snuć się powoli rozglądając się wokoło, nie patrząc gdzie się idzie. Latem wyskoczenie podczas przerwy na miasto graniczy z cudem – Main Street wypełniona jest po brzegi grupkami turystów odwiedzających sklepy z biżuterią, kosmetykami, alkoholem i papierosami. Każdy z nich obowiązkowo musi zatrzymać ruch na ulicy stając na środku i robiąc zdjęcie małżonki na tle góry. Tudzież małżonki na tle angielskiej budki telefonicznej. Albo autobusu piętrowego. Albo na pasie startowym. Opcji jest wiele.

 

 

Main Street, Gibraltar.

 

Klasyk w tym temacie to oczywiście pstrykanie fotek na przejściu granicznym, kiedy to oczywiście trzeba zastawić drogę plecakami, tak, aby osoby śpieszące się na przykład na autobus do pracy (tak, zgadliście, znowu chodzi o mnie) nie miały szansy się przedrzeć.

Moim drugim ulubionym zagraniem jest jakże często odgrywana scenka pt. „Kontrola paszportowa – to tutaj trzeba pokazać paszport? Nie wiedziałem. Gdzie to ja mam paszport?”. Następuje tradycyjnie moment zmieszania, potem zastanowienia, po czym systematyczne przeszukiwanie kieszeni i tobołów w poszukiwaniu odpowiedniego dokumentu. Po drodze zazwyczaj delikwent znajdzie bilet miesięczny, kartę z siłowni, niewysłaną pocztówkę i inne takie. Całej tej pantomimie przygląda się mocno zniecierpliwiona kolejka śpieszących się do pracy „commuters”, którzy już dawno stracili cierpliwość.

Równie popularne jest zablokowanie wyjścia z budynku kontroli celnej na hiszpańską stronę przez grupy zorganizowane, czekające W BUDYNKU na podstawienie autokaru, no bo przecież na zewnątrz gorąco i słońce pali/pada deszcz (niepotrzebne skreślić). Powiem Wam, że nic mnie bardziej nie denerwuje niż ludzka głupota i brak wyobraźni, więc gdy po całym dniu pracy wracam do domu i przyjdzie mi trafić na taką pomysłową grupę, to nerwów już mi za bardzo nie starcza. Mam nadzieję, że starczy mi mimo wszystko cierpliwości i nie dojdzie do incydentu międzynarodowego :D

 

No i taki jest właśnie mój punkt widzenia w temacie turystów na Gibraltarze. Nie mogę się już doczekać swojego urlopu, kiedy to ja będę grać na nerwach jakimś biednym tubylcom, snuć się po ich ulicach i obfotografowywać wszystko dookoła. Good times!

 

 

 


My picture!

Cześć!


Od ostatniego mojego wpisu minęło jakieś 10 lat, pora więc najwyższa sklecić parę zdań.

Kwiecień tego roku spędziłem w Polsce. W szpitalu w Krakowie moja żona Karolina przyniosła na świat piękną, małą dziewczynkę, której daliśmy na imię Matylda. Każdy chłop, który trzymał na rękach swoje nowo narodzone dziecko, wie jakie to uczucie - po prostu nie da się tego opisać. Spędziliśmy razem miesiąc mieszkając w domu moich rodziców, zajmując się małą i śpiąc po 3 godziny na dobę (ja może trochę więcej). Ciężka to praca przy takim dzidziusiu i szczerze podziwiam Karolinę, że teraz daje sobie ze wszystkim radę sama.

Oczywiście moi koledzy zorganizowali mi pępkowe, które niestety wypadło w dzień tragedii w Smoleńsku, ale i tak było bardzo udane. Z ciekawszych wydarzeń na pępkowym - potłuczona połowa sprzętów w mieszkaniu mojego przyjaciela, hektolitry wódki, kiełbasa zwyczajna maczana w kremie "Nivea" dla nieprzytomnych gości, oraz piłka nożna o drugiej w nocy na nieoświetlonym boisku. Dzięki chłopaki!

Korzystając z pobytu w Krakowie, mogłem zorganizować nasz czerwcowy zlot. Poznałem przy okazji właściciela klubu Poker Face - Artura, który okazał się świetnym gościem i spędziliśmy sporo czasu na rozmowach o pokerze i współpracy z PokerStrategy.com. Pozdrawiam :)

W Polsce było cudownie, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy i musiałem wracać do pracy. Moje dziewczyny zostały w Polsce, Matylda była jeszcze wtedy za mała na taką podróż. Zapakowałem więc samochód niezliczonymi rzeczami dla dziecka i ruszyłem w długą podróż na Gibraltar. Po drodze zgarnałem jeszcze z Wrocławia mojego przyjaciela Robka, który wybrał się do mnie na urlop. Ruszyliśmy z kopyta - był plan, żeby zrobić to 3400 km w dwa dni, spędzając noc w hotelu. Niestety, przebudowy polskich dróg skutecznie nas opóźniły i chociaż Niemcy przejechałem bez problemów, zrobiliśmy w tym dniu mniej kilometrów niż zaplanowałem. Późno w nocy zaparkowaliśmy przed jednym z tanich, francuskich hoteli "Etap". O tej godzinie nie ma tam nikogo na recepcji, zapłaciliśmy więc kartą kredytową w maszynie, która w zamian wydrukowała nam numer kodu do naszego pokoju. Jakież było nasze zdziwienie, gdy otwierając drzwi zastaliśmy w łóżkach dwóch przerażonych francuskich murzynów. Oczywiście żaden z nich nie mówił po angielsku, a nasz francuski ogranicza się do "żelipapoł", ciężko więc było ustalić co robić dalej. O dziwo murzyni nie mieli zamiaru dzielić się z nami pokojem i po jakiejś godzinie zlokalizowaliśmy w hotelu śpiącego recepcjonistę, który dał nam inny. Rano wrzuciliśmy na ruszt kilka rogalików i ruszyliśmy dalej. Autostrady we Francji to sama przyjemność, trzeba jednak za tą przyjemność sporo płacić. Po przekroczeniu niewidzialnej granicy z Hiszpanią, czuliśmy się świetnie. Pogoda była piękna, krajobraz zmieniał się na bardziej "tropikalny" z każdym kilometrem. Koło południa postanowiliśmy zatrzymać się na stacji benzynowej, przy trasie w Barcelonie, żeby kupić płyn do spryskiwaczy oraz coś szybkiego do zjedzenia. Po powrocie do auta, udało mi się zauważyć, że tylna szyba od strony kierowcy została wybita i z środka pojazdu zostały nam skradzione plecaki.

OKNO

Ponieważ miałem w samochodzie wiele cennych rzeczy, których złodzieje nie ruszyli, musiała to być błyskawiczna akcja (sam fakt, że na stacji w tym czasie było mnóstwo osób zostawił nas w szoku). Robek niestety nieopatrznie zostawił w skradzionym plecaku portfel z dokumentami i nie dosyć, że musieliśmy przejechać jeszcze 1200 km bez szyby, wiedziałem że bez dowodu ani paszportu nie wpuszczą go na Gibraltar. Hiszpańska policja nie przyjechała nawet na miejsce wypadku, za to podeszło do nas dwóch polskich tirowców, którzy pili wódkę zaraz obok, na tym samym parkingu na stacji (oczywiście nic nie widzieli). Zgłaszanie szkody na hiszpańskim komisariacie zajęło nam około 4 godzin. Zakleiłem szybę kombinacją taśmy klejącej i srebrnego ekranu chroniącego wnętrze auta przed słońcem - było dobrze do prędkości 120 km/h, potem już furczało :) Robek musiał uzupełniać dziury taśmą w czasie jazdy i klął przy tym jak szewc. Zatrzymaliśmy się na jeszcze jedną noc w hotelu koło Valencji i po południu, trzeciego dnia podróży byliśmy na granicy z Gibraltarem.

gibra

Udało nam się jakimś cudem przejechać bez pokazywania celnikom dokumentów, szczęście w końcu się do nas uśmiechnęło. Robert wrócił do Polski (dostał paszport), był bardzo zadowolony z wyjazdu i postanowił zamieszkać na Gibie na stałe :) Będzie tu już za miesiąc.

Ja wróciłem do normalnego trybu życia praca-dom i strasznie tęsknię za moimi dziewczynami. Codziennie rozmawiamy na skypie i już niedługo (zaraz po naszym zlocie) tutaj do mnie dołączą. Wcześniej odwiedza mnie jeszcze Fizoloff z kolegą i bardzo możliwe, że przyjadą też Simon i Olorion, szykuje się ciekawy miesiąc :)

Mam nadzieję, ze na czerwcowym zlocie pojawi się wiele osób z naszego PokerStrategy.com i że zabawa będzie przednia. Bardzo chętnie przypisałbym wasze nicki do waszych fejsów ;) Następny wpis za jakieś dziesięć lat, cześć!


My picture!

Witam wszystkich.

Wreszcie się zebrałem do napisana kolejnego wpisu. Wiem, że ostatnio troche tam ucichło, ale to częściowo z tego powodu, że mieliśmy dużo pracy ostatnio. Obiecuję się poprawić. Pomocna w tym będzie piękna pogoda, która sprawia, że aż chce się coś robić, gdzieś jechać, coś zobaczyć. Własnie tym razem pokażę wam kilka fotek z Estepony, do której wybraliśmy się w minioną niedzielę. Piszę 'wybraliśmy' ponieważ oprócz mojej Aniusi i małego był Kuba i nasz process manager (ex francuski CM) oraz kilkoro znajomych. Zdecydowaliśmy zorganizować grilla. Pierwotnym planem był wyjazd do San Pedro de Alcantara - sami zobaczcie jak tam jest. Dla mnie rewelka! Okazało się jednak, że dla osób, które jadą tam po raz pierwszy, to nie lada wyczy żeby znaleźć to miejsce i dojazd do niego. Nie chodzi o samo miasto, bo to nie problem, ale o to piękne jezioro na którym można się nauczyć pływać na wakeboardzie czy nartach wodnych, popływać skuterami wodnymi itp. Ponoć jest to prywatny resort gdzie się płaci za wstęp i nie wiadomo czy by nam pozwolili zrobić grila. Po 2 godzinach jeżdżenia i pytania tubylców jak tam dotrzeć, zrezygnowaliśmy. Dzień był piękny, więc aby go nie stracić wybraliśmy Esteponę, którą znamy wszyscy i wiemy, że jest tam naprawdę elegancko. Na grilla byliśmy solidnie przygotowani i już głodni, więc nie tracąc czasu zatrzymaliśmy się w centrum przy samej promenadzie.

Estepona to miasteczko położonena na wybrzeżu Costa del Sol w prowincji Malaga. Znajduje się jakieś 50 km od Gibraltaru. Dojazd jest łatwy a widoki po drodze piękne, ponieważ cały czas jedzie się wybrzeżem. Estepona nie jest duża, liczy około 60 tys. mieszkańców, ale za to bardzo dużo tam turystów z różnych zakątków świata. Co za tym idzie mają piękną promenadę przy plaży i masę sklepów, sklepików, restauracji, barów itp. Jednym słowem są przygotowani.

 

  To rondo na wjeździe do Estepony. Mają takich kilka, z każdej strony gdzie jest wjazd do miasteczka.

 
 
To promenada , o której pisałem.
 
 
Nadal promenada - nie widać za dużo ludzi, bo to pora obiadowa więc albo jedzą albo odpoczywają.
 
 
Każdy się domyśla, co to? hahha taaa plaża. 
 
 
 
Cieszę się, że nie było dużo ludzi, bo inaczej nie zrobilibyśmy grilla. Na tej plaży nie wolno rozpalać ognia. Ogólnie nie spotkałem się, z tym wcześniej na innych plażach. Może dlatego, że to jest główna plaża z promenadą itp. Więc musieliśmy się schować troszeczkę. Na nasze szczęście jedna z restauracji była zamknięta i ustawiliśmy się blisko niej aby nie dostać kary od lokalnej policji. Grill się udał polskie parówki, kurczaczek, szaszłyczki, ziemniaczki i sałateczki. Uuuuu aż się znowu głodny zrobiłem mniam.
 
 
 
 
A tu już wiadomo co widać! W oddali po prawej nasz ukochany Gibraltar a po lewej we mgle... Afryka dzika!
Widok świetny, musicie to zobaczyć na własne oczy.
 
 
Dzień mieliśmy naprawdę udany przy piwku i grillu w doborowym towarzystwie. Pogoda już się zmieniła na tą lepszą więc podejrzewam, że co weekend sie gdzieś wybierzemy. Będę robił zdjęciai wklejał. Wiem, że za tydzień pojedziemy do ruin zamku a w następnym do aqua parku obok Algeciras, bo już się sezon zaczął i wszystko się otwiera. Nie mogę się doczekać weekendu. Mówię wam pracuje się cały tydzień, ale co weekend to wakacje, tak bynajmniej się czuję. Żegnam się na dziś. Mam nadzieję, że zdjęcia wam się podobają. Będzie więcej. Pozdrawiam wszystkich gorąco. Trzymajcie się.

 


My picture!
Witam po raz kolejny!

 

 

Dziś będzie o pograniczu, czyli o hiszpańskim miasteczku La Línea de la Concepción.

 

 

 

 

 

Nie ma co ukrywać, La Linea nie należy do najpiękniejszych miejscowości w Hiszpanii. Ani do najbardziej przemysłowo rozwiniętych. Ani do najbezpieczniejszych. Jest to trochę uwarunkowane przez geopolitykę - w związku z wszechobecną hiszpańsko-gibraltarską animozją, za czasów prawicowej dyktatury w rozwój La Linea nigdy nie inwestowano, na zasadzie „nie będziemy Gibraltarczykom niczego ułatwiać rozbudowując naszą infrastrukturę”.

Wieść gminna niesie, że za czasów generała Franco La Linea była taką hiszpańską Australią – czyli miejscem zsyłki kryminalistów. Wyrok albo La Linea. Nie wiem, ile w tym jest prawdy, ale La Linea na pewno wygląda, jakby to miała być prawda. W ciągu ostatnich 5 lat sporo się zmieniło – na lepsze, widać siłę wpompowanych unijnych pieniędzy, ale w dalszym ciągu spod tego makijażu wygląda stara twarz La Linea.

La Linea utrzymuje się z dwóch rzeczy – pierwsza to elektrownia, którą podobno Franco kazał wybudować tak, aby wszelkie śmierdzące i szkodliwe dymy ulatywały w kierunku Gibraltaru, ale nie wiedzieć czemu, nie wziął pod uwagę tego, w jakim kierunku zazwyczaj wieją wiatry w tej okolicy i skutkiem tego niemal zawsze dymy lecą na hiszpańską stronę - nad la Linea lub nad Algeciras. Taki psikus matki natury.

Drugie źródło utrzymania to Gibraltar, a konkretnie obcokrajowcy pracujący na Gibie. Sporo osób bądź nie może sobie pozwolić na wynajmowanie mieszkania na Gibie, bądź po prostu woli mieszkać w Hiszpanii – przedsiębiorczy mieszkańcy La Linea potrafili wyczuć koniunkturę i odpowiednio wywindowali cenę mieszkań: niewspółmiernie wysoko do ich standardu, ale nie na tyle wysoko, by nie móc konkurować z cenami na Gibie.

Tu kończy się wersja oficjalna.

Wersja nieoficjalna mówi o trzecim źródle utrzymania: przemyt.

Tutejsze „mrówki”, czyli po hiszpańsku matuteras to zorganizowane brygady babć wyspecjalizowane w przerzucie papierosów z gibraltarskiej strony granicy na hiszpańską. Legalnie i bezproblemowo można wynieść/wywieźć z Gibu do Hiszpanii 1 karton papierosów. Strażnicy mają oko wyćwiczone i bez trudu rozpoznają osobę, którą widzieli już przechodzącą raz z kartonem parę godzin wcześniej. Babcie im też nie ustępują i wiedzą z kolei, który strażnik graniczny przymknie oko, a który nie przepuści. Dlatego też zawsze przed przejściem spotkać można przyczajoną brygadę babć wyglądających zza filara, czy sprawdzają czy nie albo nagabujących przechodzących ludzi: „Kochanieńki, przeniesiesz mi kartonik?”.

Matuteras przenoszą przez granicę również produkty zupełnie legalne, ale po prostu tańsze na Gibraltarze niż w Hiszpanii, np. cukier.

 

Ale wszystko to to małe piwo i nie porównuje się w żaden sposób do przerzutu narkotyków z Maroka. Pościgi motorówek, brawurowa ucieczka ostrzeliwanego przez policję samochodu, w środku miasta, w biały dzień – niemalże jak w „Policjantach z Miami”!

 

 

 

Niezapomniana para Crockett i Tubbs!

 

 

W zeszłym roku mieliśmy z tej okazji nawet incydent dyplomatyczny, po tym jak hiszpańska policja zapędziła się za uciekającymi motorówką przemytnikami i w pogoni za nimi nie tylko wkroczyła na gibraltarskie wody terytorialne, ale – o zgrozo! – na gibraltarski ląd!!! Gibraltarscy policjanci się nie patyczkowali – zaaresztowali zarówno przemytników jak i ścigających ich hiszpańskich policjantów. Dopiero interwencja i oficjalne przeprosiny ministra spraw zagranicznych Hiszpanii zakończyły sprawę.

Jak widzicie, wesoło jest :)

Do następnego wpisu!

My picture!

Witam wszystkich.

Nie pisałem jakiś czas, bo byłem bardzo zajęty w pracy ostatnio. Kuba jest w Polsce a Kasia była w U.S.A. Zostałem wiec sam jak palec i muszę wam przyznać, że było co robić. Jak się nagle wykonuje pracę trzech adminów zamiast jednego, to nie można się nudzić. Zresztą większość z was wie, że na początku mojej pracy w PokerStrategy.com byłem też sam, ale wtedy to było co innego i uważam osobiście, że nasza społeczność urosła i to dużo od tamtego czasu. W każdym bądź razie nie miałem weny i czasu. 

Napiszę kilka słów o zlocie i o Kubie. Dlaczego o nim? Zaraz się dowiecie. Niektórzy z was wiedzą, a niektórzy może zauważyli, że Kuby nie ma ostatnio. Nie martwcie się nie zwolnili go, ani nie zrezygnował. Z tego co wiem, to nigdzie się nie wybiera w najbliższym czasie. Jakub jest obecnie w Polsce, ponieważ jego żona jest w ciąży... a właściwie była.... tak tak wasz drogi admin został tatą przedwczoraj. Urodziła mu się zdrowiutka, śliczniutka córeczka. Dzwonił do mnie ze szpitala w trakcie i po.  „Super przeżycie stary! Przebieram, zmieniam pieluchy, karmie, bekam (śmiech)” – powiedział podczas naszej rozmowy. GRATULUJEMY Kuba!!! Niedługo nasz świeżo upieczony tatuś wróci na Gibraltar, a jego rodzina dołączy do nas jak tylko będzie to możliwe.

 

Drugą sprawą jaką chciałem poruszyć to zlot, który odbędzie się na koniec czerwca w Krakowie. Taki padł pomysł i mamy nadzieję, że się wam spodoba to co dla was szykujemy. Więcej szczegółów poznacie już 16stego kwietnia w newsie. Zdradzę wam kilka. Będzie turniej, tak tak będzie. Też się cieszę z tego powodu. Prywatny, zamknięty z cateringiem. Jest jedno "ale", będzie ograniczona ilość miejsc do prawdopodobnie 100 osób. Z tego co wiem to na pierwszym zlocie było około 100 osób, które brały udział w turku. Zdaje sobie sprawę, że polska społeczność urosła od tamtego czasu, lecz jest to max co możemy zrobić biorąc pod uwagę sytuację w Polsce. Będą zorganizowane zapisy i tylko ci co się zapiszą będą mogli wziąć w nim udział. Uważam, że to i tak świetne rozwiązanie i że będzie naprawdę fajnie. Wiadomo, że dla naszych diamentów mamy zaplanowane jeszcze dodatkowe atrakcje typu kolacja, upominki itp. Nie zapominamy jednak o całej reszcie i szykujemy coś fajnego na drugi dzień zlotu i mamy nadzieję, że też wam ten pomysł przypadnie do gustu. Nie chce za dużo o tym mówić, lepiej jak wszystko się dowiecie z newsa.

Nie będę zanudzał i kończę. Na koniec życzę miłego weekendu. Dziś gramy turniej prywatny ze znajomymi, oby dobrze poszło. Trzymajcie kciuki.

Pozdrawiam.  


My picture!

  W związku ze sporym zainteresowaniem tematem, postanowiłam, że dzisiejszy wpis będzie poświęcony gibraltarskim małpom.

 

 

Gibraltarskie małpiszony, a właściwie Macaca sylvanus zamieszkują w rezerwacie przyrody na szczycie góry. Dokładnie nie wiadomo skąd się w ogóle na Gibie wzięły, jedna teoria mówi o tym, że przywieźli je Maurowie, okupujący w średniowieczu Hiszpanię, druga zaś datuje dzisiejsze makaki nawet do pliocenu.

Jakby nie było, są tu już od dłuższego czasu i jak najbardziej czują się jak u siebie w domu. Moim zdaniem rozpieszczone są do granic możliwości, tudzież rozpuszczone jak dziadowski bicz. Opiekę nad nimi sprawuje obecnie Gibraltarskie Towarzystwo Historii Naturalnej i Ornitologii, Gibraltarska Klinika Weterynaryjna oraz Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Codziennie dostają świeże owoce i warzywa oraz wodę (wszystko doprawione odpowiednimi lekami), a co rok przy okazji spisu przechodzą badania medyczne  - żyć nie umierać!

 

 

Wcześniej pieczę nad małpami sprawowała brytyjska armia – narodziny każdej nowej małpki dokumentowano, nadawano jej imię po gubernatorach lub wyższych oficerach armii,  a w przypadku choroby leczono w Royal Navy Hospital.

 

Skąd taka troska?

Jakby nie patrzeć, makaki są symbolem Gibraltaru. Niemal w każdym sklepie można kupić: talerze, kubki, koszulki, magnesy na lodówkę, długopisy – wszystko z podobizną makaka.  No i absolutny hit – pluszowe małpki, które po naciśnięciu brzuszka wydają z siebie przeraźliwy małpi skrzek. Ponieważ jest to zakup bardzo popularny wśród turystów (zwłaszcza tych z dziećmi), non stop na Main Street rozbrzmiewa ten straszny skrzek!

Małpy to również największa atrakcja turystyczna Gibraltaru – każdy turysta na Gibraltarze w pierwszej kolejności wybiera się na „top of the Rock”, żeby zobaczyć małpy. Mimo że małpy są przyzwyczajone do towarzystwa ludzi, karmienie czy zaczepianie ich jest zabronione i może się kiepsko skończyć, makaki potrafią poważnie pogryźć i posiniaczyć, że o mandacie, jaki grozi za karmienie nie wspomnę. Tutaj możecie obejrzeć fotkę z gazety „Daily Mail”, przedstawiające turystkę poturbowaną przez małpy:

 

 

 Jeśli wybieracie się zobaczyć małpy, z doświadczenia odradzam również zabierania ze sobą jakiegokolwiek jedzenia, w torbach, plecakach wszystko jedno – przekonał się o tym swego czasu mój chłopak, któremu małpy ukradły z torby nie tylko drugie śniadanie, ale również gazetę. Dlaczego gazetę - nie mam pojęcia, ale mój biedny facet wrócił z wizyty na górze mocno poszkodowany.

Małpy zabierają równie chętnie wszystko co się świeci, z upodobaniem siadają ludziom na głowach, a znam osobiście nawet jeden nieco bardziej drastyczny przypadek – małpa nasikała mojemu znajomemu na głowę. Fakt, że nigdy tego znajomego nie lubiłam.

Zazwyczaj małpy urzędują na szczycie góry, ale najwidoczniej lubią towarzystwo, bo często zdarzają im się „wypady na miasto”. Mieszkający bliżej szczytu Gibraltarczycy muszą zawsze pamiętać o zamykaniu okien, w przeciwnym razie można spotkać małpę na przykład na stole w pokoju, rabującą co się da. Czasem małpy schodzą jeszcze niżej – w zeszłym roku moja koleżanka mieszkająca niedaleko Main Street skarżyła się, że po powrocie z pracy do domu zdarzało jej się spotykać małpy siedzące na klatce schodowej. Biedaczka musiała wołać sąsiada na pomoc, bo bała się samotnej konfrontacji z makakami, a ja się jej prawdę mówiąc nie dziwię.

Latem ubiegłego roku spotkałam dwie małpy bawiące się na trawniku przed blokami oddalonymi jakieś 500 metrów od naszego biura, w lokalnej gazecie zaś czytałam o grupie małp, która zwandalizowała ogródki w blokach również położonych niedaleko biura i została w końcu nakryta w basenie komunalnym w tychże blokach. Tutaj fotki z "Mail Online":

 

 

 

 


 

No i w końcu ostatni powód, dla którego małpy otaczane są taką opieką – legenda głosi, że dopóki na Gibraltarze będą małpy, dopóty Gibraltar będzie angielski. Nie wiem ile w tym prawdy, ale Gibraltarczycy najwidoczniej nie chcą się o tym przekonać i na wszelki wypadek dopieszczają małpy, żeby nie kusić losu. Podczas II wojny światowej zatroszczył się o nie sam Winston Churchill -  kiedy populacja makaków spadła do zaledwie kilku osobników, zarządził sprowadzenie małp z Afryki.

 

I tak to wygląda na „małpiej wyspie”, jak czasami zdarza mi się mówić o Gibraltarze, jak coś mi mocno na nerwach zagra ;)

 

Pozdrawiam Was i do następnego razu!

 

 

 


My picture!

Witam wszystkich

Dawno nie pisałem... i obiecałem, że będę wstawiał zdjęcia i tak zrobię. Zaczyna się już ten lepszy okres, ten cieplejszy, a ja będę nosił ze sobą aparat, żeby popstrykać tu i tam. W środę był dzień Świętego Patryka a jako, że mieszkałem w Irlandii prawie 5 lat to bardzo chętnie obchodzę ich święto. Okazało się, że na Gibie to poprostu kolejny powód do imprezy - i bardzo dobrze! Żałuję, że nie miałem aparatu ze sobą, pożyczyłem koledze niestety. Może i dobrze, że nie miałem hahahha bo było grubo. Kuba i ja poparzyliśmy się palącą się sambucą, a barman miał z nas polewkę. Imreza nie była zbyt długa, bo na drugi dzień wszyscy do pracy szli, ale bardzo intensywna. Na następną napewno wezmę aparat.

Teraz przejdźmy może do obiecanych zdjęć. Pokażę wam siedzibę PokerStrategy.com i widok z dachu naszego budynku (tam palacze chodzą na petka, a reszta zjeść śniadanko na świeżym powietrzu albo poprostu odetchnąć).

To siedziba PokerStrategy.com (3 i 4 piętro)

Widok z dachu (w tle po lewej stronie widać bardzo ekskluzywną dzielnicę Gibraltary Ocean Village,te niebieskie budynki, możecie zobaczyć w Google albo poczekać do kolejnych wpisów w blogu)

Widok z dachu w stronę naszego słynnego lotniska, jedynego w swoim rodzaju.

Widok z dachu w stronę Hiszpanii.

Widok z dachu (druga część góry, której nie widać na 1wszym zdjęciu)

Ooo a to słynne skupisko skuterów, jest ich mnóstwo wszędzie. Naprawdę dobre rozwiązanie jeśli chodzi o korki uluczne :)

A to jedyny super market na Gibie, w którym zaopatruje się większość mieszkańców. Zastanawiam się czy nasz Mooris nie ma z nim nic wspólnego.... hahaha My natomiast zaopatrujemy się w Hiszpanii - taniej i większy wybór, ale tylko w Morrisonsie są polskie kiełbaski, kiszona kapusta i berlinki.

 

A oto i oni: "Three of a kind" przy swoich centrach dowodzenia. Tak to właśnie z tego miejsca wychodzi większość decyzji dotyczących polskiej sekcji PS.

 

 Aaa, chciałem nawiązać do bloga Kaśki. A mianowicie: jest w tym trochę racji, że się spotyka te same osoby i kolegów z pracy, ale pracują z nami naprawdę świetni ludzie i zawsze jest miło zobaczyć kogoś znajomego z uśmiechniętą buźką i zawsze jest z kim pójść na browara. Urokiem tego jest to, że na Gibie bardzo dużo rzeczy jest załatwianych po znajomości. Im więcej ludzi znasz, tym lepiej, tym łatwiej, tym szybciej... Wszystko tak działa. Mój kolega, który jest tutaj już około 6 lat i zna prawie wszystkich. Znajomi mu podsyłają oferty wynajmu mieszkań, wpuszczają go za darmo w miejsca gdzie normalnie jest się bardzo ciężko dostać, podrzucają oferty pracy itp. Dlatego uważam, że mieszkanie tutaj pomimo hałasu itp. ma swoje zalety. Rezydenci Gibraltaru po 3 latach uzyskują dodatkowe prawa i ulgi związane z zakupem mieszkania i podatkami. Miejsce gdzie mieszka Kasia jest śliczne jak wiele innych w Hiszpanii, ale jestem trochę leniwy i lubię wstać 15min przed rozpoczęciem pracy i się nie stresować na granicy. Może w przyszłości się zdecyduję na przeprowadzkę, ale na razie jeszcze nie.

 Pozdrawiam wszystkich gorąco. Czapa 


My picture!
 Cześć!

 

Dziś będzie o tym, dlaczego nie mieszkam na Gibie.

Jak wiecie, zarówno Kuba jak i Filip mieszkają na Gibraltarze i bardzo sobie to chwalą. Zrzucam to na karb ich krótkiego stażu tutaj :) Ja jestem tu od ponad 4 lat i od pewnego czasu ten fakt mi już ciąży.

Słowo, które dla mnie podsumowuje Gibraltar to: klaustrofobia.

Gibraltar to niecałe 7 km kwadratowych, z czego większość to skała zamieszkała przez małpy. Powierzchni tzw. użytkowej jest o wiele mniej. I tak – masa ludzi, samochodów, budynków, wszystko stłoczone na tym małym cypelku, z którego, jak Hiszpania zamknie granicę (a zdarzało się to nawet w niedalekiej przeszłości), nie ma wyjścia! Chyba że wpław. A Hiszpanie, owszem, nie powiem, od czasu do czasu potrafią zrobić psikusa i granicę zamknąć – ostatnio zdarzyło się to w 2003 roku, gdy w gibraltarskim porcie zacumował statek wycieczkowy, na którym wybuchła epidemia jakiegoś wirusa, więc jak widać, nie jest to jakaś odległa historia.

Skutkiem tej ograniczonej przestrzeni jest tłok i hałas. W ciągu dnia na Main Street trzeba łokciami przepychać się przez tłumy niemieckich turystów, którzy zwiedzają Gibraltar w ramach rejsu po Morzu Śródziemnym, lub hiszpańskich emerytów spoza drugiej strony granicy, którzy tradycyjnie na Gibie zaopatrują się w tańsze papierosy (na użytek własny lub w ramach „dodatku do emerytury”).

 

 

Jeśli zaś chodzi o hałas – zawsze wiedziałam, że Hiszpanie są głośni, ale wierzcie mi, Gibraltarczycy biją ich na głowę! Dzieci na ulicy wydzierają się za mamą: „Maaaaammm”! Muzyka wali na cały regulator z przejeżdżających samochodów i z otwartych okien. Mijające się samochody i skutery pozdrawiają się trąbiąc.  Na siłownię chodzi ze mną babka, którą słyszę doskonale, kiedy rozmawia z koleżankami, mimo dudniącej w sali muzyki i mimo słuchawek na uszach - a dodam, że koleżanki stoją obok niej!

Do tego dochodzi hałas uliczny (bo wiadomo, że na korki nie ma lepszej metody, niż usilne trąbienie!) i ciągłe skrzeczenie mew (ale może do mew jestem uprzedzona po tym, jak jedna z nich narobiła mi podstępnie na głowę na pierwszej randce z moim chłopakiem).

Jak dla mnie – zdecydowanie za dużo tego hałasu!

I w końcu to: nie można przejść do sklepu bez spotkania kogoś znajomego! Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób nie tylko nie jest to problem, ale wręcz przeciwnie – czują się bardziej w domu, bezpiecznie i swojsko. Ja niestety nie – nie wyobrażam sobie, że za każdym razem wychodząc po ziemniaki do warzywniaka miałabym spotkać szefa. Wychodząc na drinki czy romantyczną kolację z chłopakiem – pół firmy przy stoliku obok. A tak jest za każdym razem, kiedy jestem na Gibie – na siłowni regularnie spotykam silną grupę z biura, w supermarkecie kupuję papier toaletowy i spotykam szefostwo, a na ostatniej kolacji walentynkowej siedzieliśmy stolik obok szefa mojego chłopaka i jego małżonki.

To nie moje klimaty. Ja potrzebuję się po pracy oderwać, zrelaksować, mieć wyraźne rozgraniczenie praca/dom, mimo tego że pracuję też i z domu.

 

I właśnie dlatego nie mieszkam na Gibie :)

Acha, jest jeszcze jeden powód: oto widok z mojego okna:

 

 

 

I jeszcze jeden :

 

widok

 

Przyjemnie, prawda?

:)

 

Pozdrawiam Was i do nastepnego wpisu!


My picture!
  Cześć!

 

 

Dziś opowiem Wam, jak wygląda moja droga do pracy.

 

Ponieważ mieszkam w Hiszpanii, w miasteczku oddalonym nieco od granicy, nie wystarczy mi wystawić nogę z łóżka i już jestem w biurze, jak Filip :)

Najpierw podróż samochodem – ponieważ sama nie prowadzę (i w trosce o powłokę ozonową), dojeżdżam z sąsiadką, która też pracuje na Gibie. Z domu do granicy to ok. 20 minut, w zależności od tego, ilu niemiłosiernie powolnych kierowców napotkamy po drodze. 20 minut upływa szybko i przyjemnie – głównie na omijaniu dziur na drogach (większość z nich wielkości samochodu) i pokrzykiwaniu na skręcających bez kierunkowskazu, zmieniających pasy w ostatniej chwili i kompletnie ignorujących ronda tubylców za kółkiem. O niesamowitej sztuce prowadzenia samochodu w Hiszpanii i na Gibie będzie na pewno jeszcze wspomniane nie raz.

Samochód zostawiamy na parkingu w La Linea, ponieważ chcąc wjechać samochodem na Gibraltar rano, trzeba się liczyć ze staniem w kolejce (znienawidzonej przez wszystkich „border queue”) jakieś 40 minut, a to zdecydowanie nie na moje nerwy.

Szybki sprincik z parkingu do granicy (zajmuje tylko minutkę, wiem, bo wszystko mam dokładnie wyliczone :)). Na granicy nie ma dnia, żeby – mimo wielkiego napisu PASSPORT CONTROL/CONTROL DE PASAPORTES - jakiś ciapciak nie zapomniał, że trzeba mieć przygotowane dokumenty do kontroli. Staje taka sierota na środku przejścia, blokując je dla całej reszty śpieszących do pracy, maca się po kieszeniach, rozgrzebuje torbę w poszukiwaniu paszportu, podczas gdy wszyscy czekający za nim niecierpliwie przestępują z nogi na nogę i rzucają wściekłe spojrzenia an sprawcę zamieszania. Powiem Wam jedno – śpieszący się rano do pracy ludzie nie są specjalnie tolerancyjni, ani cierpliwi :)

Przekraczam granicę pokazując dwa razy dowód, raz hiszpańskim strażnikom, raz gibraltarskim i wskakuję do tzw. double decker, czyli angielskiego piętrowego autobusu. Po pięciu minutach (zakładając, że nie ląduje/startuje akurat żaden samolot, bo wtedy zamykają pas startowy, którym autobus musi przejechać w drodze do „centrum”) w zapchanym do granic możliwości autobusem, jestem w biurze. Proste, prawda? Jeśli nie daj Bóg spóźnię się na autobus, łapię niestety następny, 15 minut później, który tę samą drogę pokonuje już w 30 minut, bowiem jest to już pora, kiedy zaczyna się szkoła, a co za tym idzie, wszyscy gibraltarscy rodzice, choćby mieszkali po drugiej stronie ulicy, wsiadają do samochodów, aby zawieść swoje pociechy do szkół, powodując tym samym gigantyczny korek.

 

przejscie

 

Droga do biura i z powrotem jest zdecydowanie najbardziej stresującym elementem dnia dla każdego, kto pracuje na Gibie, a mieszka poza nim. Wydostanie się z Gibraltaru samochodem w godzinach szczytu to lekką rączką godzinka (autobusem wychodzi nieco mniej, ale niewiele), bo godziny szczytu to niemalże paraliż całego Gibraltaru. W zeszłym roku celnicy hiszpańscy w ramach protestu przeciw warunkom pracy sprawdzali dokładnie każdy wjeżdżający z Gibu do Hiszpanii samochód (zazwyczaj jedynie zerkają znad ekranu komputera) – wyjazd z Gibu zajmował wtedy 3 godziny!

Najlepszym wyjściem w takich sytuacjach jest spacer – z biura do granicy to jakieś 15 minut, ale niestety ta opcja odpada, kiedy pada. Takiego deszczu jak na Gibie jeszcze nie widzieliście – ściana wody, do tego bardzo silny wiatr, który wyrywa albo łamie parasole.

 

Dlaczego więc nie oszczędzę sobie tego wszystkiego i po prostu nie zamieszkam na Gibie? O tym w następnym wpisie :)

 

Miłego weekendu!

 


My picture!

Siema

Od kilku dni, no może troche ponad tydzień gram sobie heads-upy na FTP. Spodobało mi się na początku na maksa i nawet nieźle mi szło. Jest to całkiem inna gra niż cashówki wiadomo. Tak w ogóle to HU SnG. Ale ostatnie 2-3 dni nic mi nie idzie i lece w dół. Zdecydowałem nie grać tych HU na razie bo mój bankroll nie pozwala na to. Muszę wrócić do turniejów z niskim wpisowym, bo inaczej nie da rady. Piszę to bo chciałem się trochę pożalić. Nie chce wpłacać swojej kasy i muszę się teraz spiąć żeby się utrzymać w grze.Więc wracamy do MTT.

Dobra wystarczy tego. Teraz trochę o innych sprawach. Pada u nas deszcz ostatnio często, ale prognoza na następny tydzień jest obiecująca. Mam nadzieję, że będzie już coraz cieplej. Nie mogę się doczekać jak zaczniemy znowu jeździć po Hiszpanii. Będę robił fotki i wrzucał na bloga żebyście mogli sami się sami przekonać jak tu ładnie. Szkoda tylko, że aqua parki otwierają dopiero w czerwcu, ale to już nie tak długo. Na pewno pojedziemy do Portugalii. Chciałbym też pojechać gdzieś na wschodnie wybrzeże Hiszpanii, bo tam woda cieplejsza i piękne miasta. Już plan mi się rysuje w głowie.

Na tym kończę wpis, wiem wiem nie za długi ale będą dłuższe jak będzie o czym pisa. Pozdrawiam wszystkich. Trzymajcie się!

 


My picture!

Witam wszystkich ponownie. Przepraszam, że tak długo nie pisałem, ale miałem dużo spraw na głowie typu ocena kosztów, oszacowanie budgetu na 2010 rok, zmiana serwera.... dużo przy tym pracy i przez to trochę zaniedbałem bloga. Bardzo chcaiłem Wam powklejać zdjęcia, ale obecnie, przez ostatnie tygodnie na Gibraltarze pada deszcz i szczerze to nie ma czego fotografować. Już niedługo ma znowu być ciepło (nie mogę się doczekać) i wtedy będzie pięknie. Wyobracie sobie, że kończycie pracę o 17:00 i od razu jedziecie sobie na plażę, słoneczko i piasek... klasa! Mam nadzieję, żebędziemy więcej jeździć po Hiszpanii niż w zeszłym roku. Jest nas (znaczy moich znajomych) więcej niż w zeszłym roku więc powinno być ciekwie. Na wakacje mam już terminarz kto kiedy przyjeżdża. Muszę sobie zaznaczać żeby się nie pokrywały wizyty bo mieszkanko mamy nie za duże i byłoby ciasno. Fajnie by było pojechać w środku lata do Marocco tam ponoć jest około +50 stopni w słońcu. Czaicie to? Ja sobie nie wyobrażam. Jak byliśmy tam na wycieczce 2 lata temu to nasz przewodnik mówił, że jest zimno... a było jakieś 25-30 stopni. Wyobraźcie sobi, że on miał na sobie 2 pary spodni i skórzaną kurtkę. Nieźle? Czy mi się wydaję? 

Dziś źle się czuję, chociaż lepiej niż wczoraj. Miałem jakieś dziwne dreszcze i gorączkę a teraz mnie boli brzuch. Chyba jakiś wirus panuje, bo spędzam dzień w domu, ale słyszałem od Kuby, że dużo ludzi dziś nie przyszło do pracy. Mam nadzieję, że to nic poważnego, bo czuję się niefajnie. 

Z tego co widzę w waidomościach i rozmawiam ze znajomymi z Polski to macie tam niezłą jazdę z opadami śniegu. Byłem na wakacjach w styczniu po zlocie i już wtedy była makabra a teraz ponoć dużo gorzej. Zima pęłną gębą. Od dawna nie widziałem tyle śniegu i było świetnie, ale powiem, że teraz już Wam nie zazdroszczę. 

Dobra ten wpis skończe na tym. Postaram się następnym razem o zdjęcia. Trzymajcie się ciepło. Czapka.

 


My picture!
Witam ponownie po zdecydowanie za długiej przerwie.

 

Ten wpis będzie krótki, a jego celem będą podziękowania – serdecznie dziękuję wszystkim, którzy zjawili się na diamentowym zlocie w Łodzi! Tym, którzy w mrozie i śniegu przebyli pół Polski i tym, którzy w mrozie i śniegu przebyli pół Łodzi, żeby się spotkać. Niektórzy nawet na piechotę, po tym jak tramwaje utknęły w śnieżnych zaspach :) Mam nadzieję, że było warto i że dobrze się bawiliście. Filip i ja staraliśmy się przygotować wszystko jak najlepiej, przed wyjazdem tydzień z nerwów nie spaliśmy. Super było wszystkich poznać „na żywo”. Kuba, Filip i ja pracujemy już nad organizacją kolejnego zlotu, więc do zobaczenia już wkrótce.

O zlocie możecie oczywiście przeczytać ze szczegółami w blogach Filipa i Simona, na forum i w newsie, mnie więc nie pozostaje wiele do dodania.

Jeszcze raz wielkie dzięki!

W następnym wpisie zamierzam opowiedzieć, dlaczego w przeciwieństwie do Kuby i Filipa nie mieszkam na Gibie oraz sprostować parę szczegółów z ostatniego wpisu Kuby (zwłaszcza to, że Gibraltarczycy świetnie mówią dwoma językami :P)

Pa!


My picture!

Siemanko. Po urlopie i po zlocie czuję się zmęczony trochę. Muszę przyznać, że było grubo. Cool Sami już słyszeliście nie jedną historyjkę pewnie, ale wiecie co? Nie wierzcie! Oni kłamią <hahahaha>. Tak naprawdę byłem bardzo mile zaskoczony wszystkimi aspektami eventu. Ludzie z klasą, którzy umieją się świetnie bawić. Zabawa trwała od momentu gdy się spotkaliśmy, aż do momentu gdy każdy pojechał w swoją stronę. Poznałem wszystkich, z którymi rozmawiałem codziennie nie wiedząc jak wyglądają. Było to dla mnie coś nowego. Ludzie, których wydawało mi się, że znam... okazali się być kimś zupełnie innym. Myślałem, że większość  userów to chłopcy w okularkach, których ochrona nie wpuści do klubu, a tu klops. Okazali się odwrotnością moich wyobrażeń i dobrze! Spędziliśmy przefajne chwile, pojedliśmy, popiliśmy i śmialiśmy się do bólu. Muszę Wam powiedzieć, że jest czego zazdrościć. Firma płaciła za nas a my mieliśmy ubaw po pachy. Nie będę się rozpisywał na temat szczegółów bo pewnie już wszystko i tak wiecie. Dzisiaj francuski community manager przyszedł mi pogratulować mojego performance na zlocie <hahahaaha>. Pytam go: "skąd wiesz?", a on na to, żę plotki mnie już wyprzedziły. Nic dodać nic ująć. Mam nadzieję, że na następnym zlocie, prawdopodobnie już zlocie społeczności, będzie nas więcej. Co prawda PS nie zasponsoruje takiego zlotu w takim samym stopniu jak diamentów, ale postaramy się coś wycisnąć. A no i turniej to już musi być. Razem z Kasią i Kubą już się zastanawiamy gdzie zrobić zlot i jak to wszystko ugryźć, żeby było jeszcze lepiej.

Na dniach powinien się pojawić na serwerze film ze zlotu. Mamy już nasze 3 wywiady, ale chcemy wypuścić wszystko razem, żebyście mogli sobie zobaczyć jak to było. Dobra na chwilę obecną kończę dopiszę coś nieco później. pozdrawiam wszystkich wyjadaczy Laughing


My picture!

Napiszę dzisiaj o Gibraltarze nazywanym w skrócie Gib, oraz o mieszkających tu ludziach.

 

Gibraltar, gdzie jeśli ktoś jeszcze nie wie mieści się siedziba naszej firmy, to w skrócie skała otoczona kawałkiem lądu, zamorskie terytorium Wielkiej Brytanii znajdujące sie na południowym koniuszku Hiszpanii.

Jest tu naprawdę ciężko się zgubić, wielka zielona skała zawsze jest po twojej lewej lub prawej stronie, a spacer z jednego do drugiego końca państwa zajmuje niewiele ponad godzinę. Nie bedę was nudził wiedzą z encyklopedii, chcę się z wami za to podzielic kilkoma ciekawostkami, które tu zaobserwowałem.

co sie dzieje?

Moja Karolina na Europa Point - najbardziej wysuniętym na południe miejscu na Gibraltarze

 

Pierwsza rzecz – wszyscy się tu znają! Spotyka się tych samych ludzi idąc przez ulicę, czy robiąc zakupy w jednym z dwóch supermarketów w tym kraju. Poza tym, że zna się po jakimś czasie taksówkarzy, sklepikarzy i barmanów, ciężko nie spotkać wychodząc z domu kogoś z pracy i trzeba dobrze się ukrywać biorąc ściemnione chorobowe. Każdy kto wsiada do autobusu zna kierowcę po imieniu, a starsi pasażerowie witają się “każdy z każdym”, wymieniają uściski i całusy, a dopiero po tej ceremonii zajmują swoje miejsca i wtedy pojazd rusza. Autobusy mają IDENTYCZNE rozkłady na wszystkich przystankach i jeżdżą jak tylko sobie chcą.

Plusem tej rodzinnej atmosfery jest niewątpliwie brak przestępczości. Oczywiscie zdarzają się bójki w klubach, zwykle pomiędzy przyjezdnymi próbującymi poderwać lokalne dziewczyny a ich zazdrosnymi chłopakami. Lokalna gazeta nie ma rubryki kryminalnej i nie słyszałem odkąd tutaj jestem o żadnym poważniejszym przestępstwie - Gibraltar to jedno z najbezpieczniejszych miejsc na Ziemi. Jedyny policyjny samochód interwencyjny stał od miesięcy pod komisariatem z przebitą oponą i ruszył do akcji dopiero, kiedy jeden z pracowników naszej firmy schlał się i rządził w klubie do takiego stopnia, że nie dało się go poskromić bez interwencji policji.

co sie dzieje?

Policyjny samochód do zadań specjalnych - prawie nówka

 

Gibraltarczycy są miłymi ludźmi, bardzo rozmownymi i przyjaznymi.  Chociaż urzędowym językiem jest angielski, to każdy z nich mówi płynnie także po hiszpańsku. Między sobą rozmawiają mieszaniną obu tych języków - dialektem “janito”, a hiszpanie nazywają ich "janitos". Nie da się opisać jak śmiesznie brzmi dialog tubylców dla kogoś, kto po raz pierwszy go słucha. Są też bardzo wyluzowanymi ludźmi, wykonującymi swoją pracę i codzienne obowiązki całkowicie bez pośpiechu. Można to najlepiej zauważyć w jedynym na Gibie McDonaldsie, gdzie przygotowanie hamburgera zajmuje im często 20 minut, ale pani podaje bułę z uśmiechem i ciężko się na nią gniewać.

Ostatnio zaobserwowałem też, że wiele mieszkań umiejscowionych na wyższych piętrach budynków ma “wciągarki do zakupów” , często używane zwłaszcza przez starszych mieszkańców, którym nie chce się taszczyć siatek na górę.

co sie dzieje?co sie dzieje?co sie dzieje?

Ej stara! Wciągaj to na szybko, tylko uważaj na jajka

 

Po kilku latach spędzonych w zatłoczonym Londynie mieszka mi się tutaj bardzo dobrze, często czuję się jak na wakacjach, zwłaszcza gdy budzi mnie rano skrzek mew i szum morza, które widzę z mojego okna. Gibraltar jest pięknym i wartym odwiedzenia miejscem, z mnóstwem zieleni i uroczymi zakątkami o których nie omieszkam napisać przy kolejnej okazji.

co sie dzieje?

Widok ze skały na Zatokę Gibraltarską


My picture!

Siema! Jestem już w Łodzi. Zimno tu na maksa brrrr. Dolecieliśmy ale na fuksa. Wyobraźcie sobie, że mieliśmy problem na granicy Gibraltar/Hiszpania, kierowca pyta czy mamy alko i pety... to ja na to, że 4l Whiskey i 1 karton papierosów. Był z nami angol, który miał interview do PS. W momencie kiedy hiszpańska straż graniczna nam kazała zjechać na bok on wyszedł i coś mówi, że ma jakieś pety, ale oficer zdążył znaleźć 10 kartonów u niego i pyta czemu kłamał? On coś tam wymamrotał i mówi, że myślał, że jak jedzie z Angli (Gib) do Angli to moż mieć... Laughing idiot! No to nas przeszukali całkowicie, wzieli go do podpisania dokumentów, dostał karę i tyle.... ale mało co byśmy nie zdążyli na samolot przez tego leszcza. Kierowca - hiszpan, Filip też, instr. snowboardu - był tak wkurzony, że możemy nie zdążyć na lotnisko, żę zaczął go dojeżdżać. Na prawdę dawno nie widziałem jak ktoś kogoś tak jedzie: "You are not a man, you are everything but not a man, do u think that Malaga belongs to Gibraltar?" hahahah czemu nic nie mówiłeś, mogli nam samochód zarekwirować itp. Jechał po nim, że aż mi sie głupio zrobiło hahaha seryjnie pocisnął angola. Ten przepraszał całą drogę. "English ignorant... there is no execuse for that".... Czizys oł maj gad. Szkoda, że tego nie widzieliście. Jednak udało się pomimo, że przed samym lotniskiem była zalana droga. W samolocie było tyle dzieci, jak nigdy. Nie to żebym nie lubił dzieci, ale jak 10 takich zacznie krzyczeć, płakać i Bóg wie co jeszcze to można się zirytować... Więc nie zostało mi nic innego tylko się napić whiskey. Ania piwko, a ja Jack Daniels. Poszło pięć. Myślałem, że padne, ale dziwnym trafem mnie rozbudziło na wysokości, więc gicior. Dotrwaliśmy! Odebrał nas z lotniska dobrze Wam znany Mooris. Adam to świetny gość. Miałem okazję sam się przekonać Gadaliśmy, śmialiśmy się, na prawdę klasa. Dotarliśmy z Kasią do hotelu. Adam udał się do domu, żeby za godzinkę wrócić po mnie co byśmy na piwko skoczyli. W międzyczasie zadzwonił Thorek, odebraliśmy od niego upominki dla diamnetów, które przysłali ze sklepu PS. Zaraz potem odebrałem telefon od kogo? Od Panadola. Ustawiliśmy się na piątek. Ma być też Mikidar i Fitas, więc będziemy pili... mam nadzieję, że nie za dużo przed zlotem. Panadol zabije cię jak mnie zchlejesz! Potem po wypakowaniu się w hotelu postanowiłem załączyć net w pokoju.... hmmm czemu mnie to nie dziwi, że nie działał? Kabel uszkodzony.... potem wymianka na drugi... nic, trzeci nic... dopiero czwarty zadziałał. Muzyczka, prysznic i strzała z Moorisem do Manufaktury. WOW na prawdę świetne miejsce. Jak nie byliście to polecam. Mają tam wszystko: kręgle, kino, laser games, restauracje, fastfoody, bary, sklepy... wróć... bary Laughing. Tam się zatrzymaliśmy! Pizza na ostro i piwka! Było super. Pogadaliśmy z Moorisem kurde o wszystkim. Na prawdę byłem mile zaskoczony. Rozmowa nie miała końca, ale wieczór tak. Zmęczony podróżą postanowiłem sie wyspać. Wróciłem do pokoju hotelowego i oł maj god 40zł za taksę. Tu sie zrobiło drogo jak ja pier...! Zadzwoniłem do simona, bo chciał się umówić i jesteśmy ustawieni z razem z tmfingerem na kręgle przed kolacją w sobotę. Klasa! Wszystko zaplanowane i to w takim towarzystwie. Jedyne co mnie zasmuciło to to, że niestety z jakiś powodów osobistych nasz jedyny BM nie może przyjechać na zlot. Chciałem mu uścisnąć dłoń i podarować walizkę żetonów i stół do poksa, ale niestety go nie będzie. Prykro mi, ale mam nadzieję, że zapamiętacie ten zlot jako coś na  prawdę fajnego i spotkamy się ponownie i to szybko. Wiecie co nawet simoo się odezwał i mówił, że chciał wpaść, ale niestety praca mu nie pozwala. Mimo wszystko zapowiada się elegancko panowie i panie. Zapraszam jeszcze raz. Do upicia! A.... właśnie piję wasze zdrowie. Wyobraźcie sobie to whiskey w Polsce kosztuje około 60zł a na Gibie 2.75 GBP, zwała czy mi sie tylko wydaję? Żeby nie było... tania, ale świetna. Piłem nie jedną whiskey i ta jest jedną z lepszych. Czapeczka.

 

whiskey

 


My picture!

Siemacie?

Ciekawe co u Was? Ja czuję się dziś koszmarnie. Mój żołądek wariuje, nie spałem dobrze w nocy. Nie wiem czy to niestrawność, czy nerwy. Mamy dużo do załatwiania przed zlotem. Może wydawałoby się, że to proste, ale tak nie jest. Z firmami w Polsce niestety trzeba wszystko potwierdzać po kilka razy, bo się potem okazuje, że "niestety państwa rezerwacji nie ma na ten dzień".  Dużo tego było oprócz normalnej codziennej pracy w PS i tej świąteczno-noworocznej gorączki. Praca, dom, praca, dom... mówię Wam było biegania i załatwiania. Mam nadzieję, że wszystko będzie ok, bo nie mogę się doczekać zlotu. Chciałbym, żeby Wam też się spodobało, to po powrocie można zacząć już myśleć o kolejnym. Chciałbym tylko, żeby więcej osób się wypowiadało na ten temat, i konstruktywniej, żeby nam podsunąć pomysły związane z możliwymi atrakcjami na następny zlot. Nie będę zanudzał, bo muszę iść do banku, żeby załatwić do końca finanse na zlot, a to pewnie potrwa długo. O... i chyba przekłuję sobie brew. Czekałem na to jakiś czas i dostałem od mojej Ani w prezencie na gwiazdkę opłacone przekłucie. Mam nadzieję, że na imprezie w Elektrowni nikt mnie nie zachaczy i nie urwie mi kolczyka.... Ale by było! Pozdrawiam i uciekam do banku.

 AAA jeszcze jedno... nie będzie mnie trochę bo po zlocie zostję w Polsce na wakacje... heheh ironia wakacje a tam kosa u Was niemiłosierna.Tego się najbardziej boję... mrozu! Tyłek sobie odmrożę. Nie fajnie Yell. Ale bardzo się cieszę, że będę w Polsce wreszcie. Trzymajcie się ciepło. Postaram się robić zdjęcia....


My picture!
Witam serdecznie i pozdrawiam!

 

Udało mi się w końcu znaleźć chwilę spokoju, przysiąść i napisać parę słów do Threeofakind. Najwyższa pora, chciałoby się rzec, bo zarówno Filip jak i Kuba już wypuścili swoje wpisy. A więc do rzeczy!

O czym będzie ten blog, już wiecie – podobnie jak Kuba i Filip będę pisać o życiu na Gibie (i w jego okolicach), pracy w PS.com itp itd. Na dobry początek parę słów o mnie – dla tych, którzy nie czytali wywiadu ze mną sprzed paru miesięcy i dla tych, którzy już o nim zapomnieli. Mam na imię Kasia, mam 32 lata i pochodzę z Warszawy, a w Hiszpanii mieszkam od bodajże 11 lat (już człowiek powoli rachubę traci!). Przyjechałam tu ponad dekadę temu na studia w Granadzie i już zostałam. Po studiach tzw. właściwych bawiłam się jeszcze chwilę w studia doktoranckie, ale koniec końców z wielu różnych powodów postanowiłam sobie tę zabawę darować. Ponad 4 lata temu dostałam ofertę pracy na Gibraltarze i oto jestem. Przez cały ten czas pracowałam w „online gaming” – w firmach oferujących gry i zakłady w internecie. W PS.com jestem od września 2009 – kiedy dołączyłam do ekipy PokerStrategy jako polski Community Manager, w polskim teamie pracował już Filip, a Kuba zaczął wkrótce po mnie. Powiem Wam jedno – o lepszych współpracowników byłoby naprawdę trudno. Nie chcę nikomu kadzić, ale Filip i Kuba to złote chłopaki - pracowici, pomocni i niezawodni. Każdy z naszej trójki jest zupełnie inny, ale rozumiemy się doskonale i pracuje nam się ze sobą świetnie, a zawsze jest przy tym okazja do śmiechu.

Kilka przypadkowych faktów o mnie – nie lubię skoków narciarskich (wiem, wiem, bardzo kontrowersyjna wypowiedź!), książek Dana Browna (co prawda poprzestałam tylko na Kodzie, ale to co przeczytałam tam, wystarczyło) i barszczu (bodajże od czasu, jak przedszkolanka wmusiła we mnie cały talerz, za co zemściłam się wymiotując na różowo na pół sali dla straszaków, ha!). Uwielbiam kino, lubię biegać (dla zdrowia i urody he he he), a moim sekretnym hobby są torebki (ale nie bójcie się, o tym nie będę Wam przynudzać!). Na pewno za to znajdziecie w moich wpisach trochę refleksji nad życiem w Hiszpanii, hiszpańską mentalnością i stylem życia, sporo komentarzy o specyfice Gibraltaru, tego co mi się tu podoba, a co mnie denerwuje (przeczuwam, że w tym temacie zapewne będzie sporo o porannym autobusie do pracy) i ani chybi niejedną recenzję filmową. Wrodzoną złośliwość postaram się trzymać na wodzy ;)

To tyle na dziś. Więcej już w 2010 roku. Skorzystam z okazji, aby pożyczyć Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Do usłyszenia już wkrótce :) Hasta pronto!

 


My picture!

   Od momentu jak się tu przeprowadziłem z moją rodzinką, mieszkam na Gibraltarze, tak samo jak Kuba. Natomiast Kasia mieszka po drugiej stronie, tej hiszpańskiej. Szczerze mówiąc to nie chciałoby mi się dojeżdżać dzień w dzień. Sama droga to nic takiego, ale problem zaczyna się rano na granicy. Auto na aucie, więc spędza się tam około 30min pełznąc w korku. Potem to już chwilka jak sie jedzie samochodem, lecz wiele osób wybiera skuter, rower albo też zostawia auto na parkingu przy granicy i dojeżdża ten kawałek autobusem. Sytuacja się powtarza wieczorkiem jak trzeba wrócić do domu... znowu korek. Także nie jest nie wiadomo jak źle, ale nie chciałoby mi się po prostu. Ponadto do pracy mam 7 minut pieszo, więc wstaje 20 minut przed rozpoczęciem pracy. Nieźle? ... Też tak myślę. Drugą sprawą która mnie przekonała do mieszkania na Gibie jest to, że chcę żeby mój syn uczęszczał do angielskiej szkoły a nie hiszpańskiej. Ponoć mają tam niski poziom. Zresztą tu ma 5 minut pieszo a z Hiszpanii trwałoby to dużo dłużej i na dodatek ktoś by go zawsze musiał przetransportować do szkoły. To na tyle jeżeli chodzi o względy terytorialne. Teraz widzę więcej pozytywnych rzeczy, ale chyba jakbym znał język hiszpański i Oliwer mógłby sam do szkoły jeździć to zastanowiłbym się nad Espanią. Powody dla których bym mógł to zrobić to krajobraz, tańsze mieszkania, dobre jedzenie. hmmm... W sumie to nie mogę też powiedzieć, że tu jest niedobre jedzenie albo krajobraz nie taki, bo jest góra z której są piękne widoki i mnóstwo restauracji. Gib jest nieduży i to trochę ogranicza, ale jest centrum z fajnym deptakiem i mnóstwem turystów. Centrum jest nieduże, ale za to treściwe. Jest wiele fajnych miejscówek i to wszystko w zasięgu ręki. Prawie wszędzie dostaniecie sie w kilka minut. Co prawda na drugi koniec półwyspu albo na drugą stronę góry radziłbym pojechać autobusem. Wszyscy mówią, że samochód jest niepotrzebny i tu błąd. Rozumiem na Gibie ok, ale cała Hiszpania stoi otworem. Jest piękna i wielka. Byłem w kilku cudownych miejscach w okolicy. Postaram się powrzucać fajne fotki to sami się przekonacie jak tu ładnie. Na prawdę polecam wycieczkę po Hiszpanii. Po prostu jedziecie przed siebie i dosłownie co parę kilometrów traficie na coś niespotykanego. Góry, doliny, plaże co tylko zechcecie. Jak ktoś będzie w pobliżu to zapraszamy... bardzo chętnie ugościmy. Wracając do aut to nie wyobrażam sobie teraz pojechać na zakupy, duże zakupy do Hiszpanii. Musielibyście wziąć taksówkę do granicy i potem się przesiąść na drugą na Gibie, taksi przez granicę nie przejedzie. Tak więc kupiłem samochód w Niemczech i siostra mojej ukochanej przywiozła autko razem ze swoim chłopakiem i tak sobie śmigam z Anką niebieską 318tką. A propos to strasznie ciężko tu z parkingami, ponieważ mało tu jako takiego miejsca na to. Jest tu taki duży piętrowy parking, który był zamknięty od dawna, ale otworzono go ponieważ była tak zwana feria - duża impreza uliczna - i musieli ten parking udostępnić z korzyścią dla mieszkańców i już tak zostało jakoś. Prywatne miejsce na płatnym parkingu kosztuje 1200 GBP na rok (  przesada co?), ale to najdroższe miejsce. Jest tańsze za 25 GBP na miesiąc, ale lista oczekujących jest tak długa, że nie ma sensu się w kolejce ustawiać, bo byście się niedoczekali . Widzę, że się rozpisałem na temat mieszkania tutaj hehe he. Bywa! Chociaż muszę powiedzieć, że nikt tu nie dba o samochody. Większość jest porysowanych po obu stronach, albo czasem brakuje lusterka a czsem dwóch... hehhe he. Dlatego dla mnie tak ważne było to miejsce parkingowe, bo muszę przyznać, że jestem trochę pedantyczny i dostaję furii jak mi ktoś porysuje autko wrrrrr... aż się zdenerwowałem normalnie!

   Mam dużo do opowiedzenia o Gibraltarze i Hiszpanii, o tym jak się żyje tu i ile co kosztuje, jacy są ludzie na południu i co można robić w wolnych chwilach. Podoba mi się bardzo tutejsza kultura, kuchnia jest wyśmienita a ludzie otwarci i uśmiechnięci. I to ostatnie jest najważniejsze. Wszyscy chodzą tu "z bananami na twarzach" i aż się chce żyć i uśmiechać. W Polsce zawsze mnie coś przygnębiało albo raczej brak czegoś. Dla mnie przyjazd tutaj to strzał w dziesiątkę. Od dawna marzyłem, żeby się przeprowadzić w ciepłe miejsce, na południe a właściwie do Hiszpanii. Przeszkodą był język i zarobki oraz załatwienie sobie pracy przed przyjazdem do Spejn. Podczas mojego roazpoznania trafiłem natrafiłem na Gibraltar. Dowiedziałem sie, że mówią tu w języku angielskim i płacą w funtach. Nie musiałem wiedzieć więcej. Będąc na wakacjach w Maladze odwiedziłem The Rock, na chwilkę co prawda, ale spodobało mi się i mojej Aniusi też. Dołożyłem wszelkich starań, żeby znależć tu pracę i udało mi się! Nadarzyła się okazja, złapałem byka za rogi i jestem. Więc przyznaję z dumą, że jestem żywym przykładem, że "chcieć to móc", więc jeżeli macie jakieś marzenia, pomysły nie bójcie się o nie walczyć. Naprawdę się opłaci, musicie w to uwierzyć i się postarać.

   Nie chcę was nudzić zbyt długo. Mam nadzieję, że będziecie odwiedzać naszego bloga od czasu do czasu i może nas nawet polubicie. Jakoś na dniach powklejam zdjęcia, albo może wrzucę linka do jakiegoś albumu w necie gdzie umieścimy zdjęcia, to na własne oczy zobaczycie górę, małpy z góry, jaskinie wewnątrz góry, widok z góry... aaaaa .... mało bym zapomniał widać Afrykę gołym okiem bo odległość między Point Europa na Gibie a Tangerem w Afryce wynosi..... ile?..... jedyne 12km. Nieźle czy mi się wydaje? Hehe hehe.  Niesamowity widok gdy zdajesz sobie sprawę, że to już inny kontynent.

Pozdrawiam wszystkich gorąco i zapraszam do czytania kolejnych wpisów. Kuba i Kasia na pewno coś naskrobią rychło i przedstawią wam swój punkt widzenia. Kasia na pewno powie, że woli Hiszpanię, hehhe bo tam mieszka a Kuba powie, że woli Gib....czemu? bo tam mieszka :)))

take it easy....


My picture!

Dzisiejszy dzień zaczął się paskudnie! Już od kilku dni pada, tak pada na Gibie. Wiatr wieje na maksa i w ogóle jest mniej fajnie. Ponoć od wielu lat to było najdłuższe lato. W zeszłym roku pogoda się zepsuła już w październiku. Dobrze, że mnie jeszcze tu nie było... Wracając do tematu to deszcz ciśnie niemiłosiernie. Szedłem do pracy rano i przez 3 min i 300 metrów zmokłem troche, dlatego znalazłem małe schronienie pod arkadami. Poczekałem troszkę i o dziwo, przestało padać. No to co? wrotki. Byłem już 100 metrów od budynku PokerStrategy, gdy nagle jak to się mówi: "chura się urwała" czy cos takiego i tak mi przywaliło, że wszedłem do pracy calusieńki mokry. Sick! Parasola nie ma co brać, bo wiatr taki, że go zniszczy. Tak więc siedzę sobie tutaj cały mokry i wcale mi nie jest do śmiechu. Mam nadzieję, że u Was jest lepiej. Wiem, że śnieg jest i pizga nieprzeciętnie teraz ale za to macie białe święta.

Nie wiem jak u Was z wolnym, ale ja jutro już nie przychodzę do pracy. Od rana zaczynam gotować. Sprawia mi to przyjemność muszę przyznać. Lubie dobre jedzenie a szczególnie nasze polskie. Matula mi przysłała paczke z kiełbasami i innym mięchem, więc będzie wyżerka Laughing. Kuba z żoną będą spędzać święta z nami, więc będzie wesoło. Już nie mogę się doczekać jak się walnę na sofę przed telewizorem i nie będę robił nic oprócz skakania po kanałach.

Muszę się przyzwyczaić do noszenia aparatu ze sobą to będę robił fotki na bieżąco i wklejał. A może abstrachując od tematu brzydkiej pogody pokażę Wam kilka zdjęć. Niedawno byliśmy wewnatrz góry na Gibie, a dokładniej w jaskini. Płaci sie przewodnikowi parę funciaków i jazda. Dostajecie kaski i śmigacie całą grupą. Przez całą drogę nie ma momentu, żeby powierzchnia była prosta. Cały czas trzeba się liny jakiejś trzymać albo ściany. Gdyby ten przewodnik nam nie pomagał to sami byśmy nie dali rady chyba. Jest mokro i ślisko więc trzeba być bardzo ostrożnym i mieć oczy dookoła głowy. Jest tam mnóstwo stalaktytów, stalagmitów itych połączonych, nie pamiętam jak się nazywają. Większość z nich tworzy przedziwne kształty, które wyglądają jak różne rzeczy albo osoby np. apostoł, małpa, twarz itp. Wycieczka super, mówię Wam choć ciężko jest momentami. Jest jezioro wewnatrz, w którym można się kąpać (byłem z Ninjai i on się kąpał, dla mnie za zimna woda troche a poza tym on chciał, bo mówił, że nie wie kiedy nasępnym razem mnie odwiedzi). Trzeba uważać na maksa żeby nie wpaść do jeziora idąc po cieniutkich, wąziutkich krawędziach skalnych na około tegoż jeziora. Powiem Wam jeszcze oj ednej rzeczy. Ten koleś kazał nam się przeciskać przez taką szczelinę, że myślałem że nie dam rady. Na dodatek powiedział, że tą samą drogą wracamy, więc byłem przerażony przez chwilkę. Na szczęście zrobiliśmy małe koło i wróciliśmy do poprzedniej komnaty. Muszę przyznać, że miałem miekko normalnie przez chwilę. A... jeszcze jedno.... w tej górze jest całe miasteczko zbudowane w skale oraz szpitale, które były używane podczas II Wojny Światowej. Nie sąd dostępne dla normalnych śmiertelników, więc zdjęć nie mam. Zobaczcie jednak te: 

jaskinia na Gibie

Na prawdę było stromo momentami i musieliśmy się trzymać w grupie. Na dole ja, potem moja Aniusia i Ninjai.Reszty nie znacie Laughing.

jaskinia na Gibie

jaskinia na Gibie

jaskinia na Gibie

To właśnie ta szczelina przez którą musieliśmy się przeciskać. Sami widzicie, że dziewczyny miały problem, a są bardzo drobne.

jaskinia na Gibie

Na prawdę piękne widoki i pomyśleć, że to wszystko w górze. Kończę już bo do pracy muszę się zabrać. Pozdrawiam gorąco. Trzymka

1 2  Next»

Search

calendar

« January 2012 »
Su Mo Tu We Th Fr Sa
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

archives

Categories

RSS-Feed

  • RSS 1.0
  • RSS 2.0
  • Atom 0.3